Archiwum Polityki

Nasi rządzą w Strasburgu

Polscy eurodeputowani zaczynają się czuć w Strasburgu i Brukseli jak u siebie w domu, czyli w Sejmie. Już padły propozycje likwidacji Parlamentu Europejskiego, zamknięcia jednej z jego siedzib, zbudowania kaplicy. Pojawiły się zarzuty „niewolenia narodów”, awantury o brak tłumaczy. Zaczyna się mówić, że Polacy wyrastają na „głównych rozrabiaków”, dystansując nawet eurosceptycznych Brytyjczyków. Mamy wreszcie jakiś sukces.

Niektórzy europosłowie niepokoją się, że na ogół dystyngowany i raczej nudny Parlament Europejski może zamienić się w bazar. Ledwie bowiem pojawili się Polacy, już zaczynają się wybryki i narzekania. Kiedy Liga Polskich Rodzin wnioskowała o samorozwiązanie PE, lider socjalistów, niemiecki socjaldemokrata Martin Schultz wezwał przewodniczącego obrad, aby „uciszył tych chuliganów”.

A postulat Bogusława Rogalskiego z LPR był wzruszająco prosty: „W imieniu Ligi Polskich Rodzin stawiam wniosek formalny o samorozwiązanie Parlamentu Europejskiego.

Polityka 47.2004 (2479) z dnia 20.11.2004; Kraj; s. 28