Archiwum Polityki

Niech się stanie wola moja

Prezes PiS niezmiennie od kilku tygodni powtarza jedno z najsłynniejszych już zdań: Tak się rządzić dłużej nie da.

Jarosław Kaczyński wezwał Donalda Tuska do poparcia wniosku o samorozwiązanie Sejmu tak, aby wybory mogły się odbyć już w maju. Tusk zgadza się na jesień, ale przy takiej ordynacji, która mogłaby wyłonić stabilną większość. Kaczyński to odrzuca: wybory już, ordynacja bez zmian. Wygląda, że ma rację. Wcześniej mówił: Albo sejmowa koalicja, albo wybory. Teraz kwestionuje pakt stabilizacyjny jako konstrukcję nieudaną, mimo że Samoobrona zachowuje się nadzwyczaj lojalnie (za co prezes PiS publicznie ją nawet chwali), a grymasy Romana Giertycha nie przekraczają granic wyznaczonych umową stabilizacyjną i nie mają większego znaczenia. W pakcie celebrowanym niewiele ponad miesiąc temu także w towarzystwie osób duchownych, akurat nic nie trzeszczy. Ta umowa, z którą prezydent RP związał takie nadzieje, że nie rozwiązał Sejmu, nie ma nic wspólnego z obecnym przyspieszeniem. Przyczyn trzeba szukać gdzie indziej.

Przyjmijmy więc założenie, że Jarosław Kaczyński widzi, że pakt z Samoobroną i LPR spycha go coraz bardziej do narożnika, że Tusk miał rację stwierdzając, iż nie ma już PiS, gdyż partia ta realizuje wprost księżycową politykę gospodarczą Andrzeja Leppera. Kaczyński widzi więc, że traci twarz, i poprzez wybory próbuje stworzyć nowe okoliczności polityczne. Nie chce jednak decydować się na dłuższą procedurę odwoływania własnego rządu i przechodzenia przez trzy konstytucyjne etapy tworzenia nowego, bo w tym zawiera się duży element ryzyka – a nuż powstanie jakiś rząd autorski wszystkich przeciwko PiS, o której to koncepcji coraz głośniej. Proponuje więc samorozwiązanie jako metodę szybką i najskuteczniejszą.

Jarosław Kaczyński musi też kalkulować, że w maju jego ugrupowanie będzie miało jeszcze wysokie notowania, rząd będzie atutem w kampanii, a prace komisji śledczych, na przykład zajmującej się badaniem działalności NBP i prywatyzacji banków, mogą mu przynieść pewne propagandowe profity.

Polityka 12.2006 (2547) z dnia 25.03.2006; Temat tygodnia; s. 20
Reklama