Archiwum Polityki

Niebieskie ciała w  oparach gazu

Toruńscy radioastronomowie są bliscy rozwiązania zagadki powstawania gwiazd i układów planetarnych. Za pomocą 32-metrowego radioteleskopu obserwują gwiazdy jeszcze przed ich narodzeniem.

4 lipca 1054 r. ludzie w osłupieniu obserwowali rozbłysk tajemniczej gwiazdy na niebie. Blaskiem ustępowała tylko Słońcu i Księżycowi, a chińscy i arabscy astronomowie pisali, że przez miesiąc bez trudu była widoczna w ciągu dnia. Nikt nie miał pojęcia, że zamiast narodzin obserwuje śmierć gwiazdy. Pozostałością po tym kosmicznym dramacie jest dziś mgławica Krab widoczna przez teleskop w gwiazdozbiorze Byka. Masywne gwiazdy kończą właśnie tak – jako supernowe, w gwałtownej eksplozji odrzucając zewnętrzną powłokę materii. A jak zaczynają? Podręczniki astronomii uczą, że gwiazda zapala się, kiedy tworząca ją kula wodoru osiągnie stan syntezy termojądrowej. Toruńscy astronomowie mają jednak sposób na podglądanie gwiazd w ich okresie prenatalnym, zanim te zaświecą dla ludzkich oczu – przyglądają się za pomocą radioteleskopów tzw. maserom.

– Maser jest czymś w rodzaju znaku informującego o miejscu, w którym rodzą się gwiazdy – wyjaśnia prof. Andrzej Kus, szef Centrum Astronomicznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – To zjawisko silnego promieniowania, niewidocznego dla naszych oczu. Gdybyśmy jednak mieli zdolność widzenia w zakresie fal radiowych – w tym przypadku w podczerwieni – masery świeciłyby na niebie jak obiekty pierwszej wielkości – tłumaczy prof. Kus.

Toruńscy uczeni prowadzą obserwacje, dzięki którym możemy doczekać się przełomu w poznawaniu odległych światów. Odkryto już ponad 190 planet poza Układem Słonecznym, zatem możemy zakładać, że wokół innych gwiazd planety występują dość powszechnie. Ale w jaki sposób powstają? Dzięki promieniowaniu maserowemu nasi astronomowie odkryli setki rodzajów molekuł, m.

Polityka 26.2006 (2560) z dnia 01.07.2006; Nauka; s. 76
Reklama