Archiwum Polityki

Przekręt leśnych dziadków

Z kolegą Ulissessem, brazylijskim dziennikarzem, zgadzamy się, że największą jak dotąd niespodzianką tych mistrzostw jest to, że superszybki pociąg ICE, którym właśnie jedziemy na trasie Hanower–Kolonia, spóźnia się prawie godzinę.

Tego sensacyjnego rezultatu nic nie zapowiadało, zważywszy na to, że przypominający tuleję na cygaro ICE potrafi mknąć ponad 200 km/h i nie musi zwalniać na niestrzeżonych przejazdach kolejowych. A jednak stało się, gdyż, jak zauważa filozoficznie kolega Ulissess, który zalicza właśnie swój czwarty mundial, „życie to coś więcej niż rozkład jazdy”.

Siedzimy w wagonie restauracyjnym i wiem, że pije on do drużyny Brazylii, która zgodnie z rozkładem przyjechała do Niemiec czarować świat i wygrać finał (absolutne minimum), tymczasem nie zachwyca, męczy się z przeciętną Chorwacją, męczy się z przeciętną Australią, a także, kolega Ulissess musi to powiedzieć, męczy się sama ze sobą. A męczy się, bo w tej drużynie brakuje wodza, przywódcy, kogoś takiego jak legendarni: Rivelino, Dunga czy Sokrates.

Brazylia ma wielki problem na środku – powiada, choć zachodzi podejrzenie, że skoro w brazylijskiej pomocy nie gra ani Szymkowiak, ani Mila, kolega Ulissess nie ma bladego pojęcia, czym jest prawdziwy problem na środku. Jest Kaka, gwiazda Milanu, ale przecież Kaka to attacante, unosi się Ulissess, a znowuż Ronaldinho, genialny czarodziej, znacznie lepiej wypada w Barcelonie, no, ale tam ma u swego boku Deco, prawdziwego przywódcę, który, choć jest Brazylijczykiem, gra niestety dla Portugalii. Na uwagę, że jest jeszcze Ze Roberto, brazylijski kolega reaguje głośnym prychnięciem, bo gdzież tam Ze Roberto, skoro on w zasadzie także jest attacante, a przywódca z niego żaden.

Owszem, jest jeden prawdziwy przywódca, przyznaje kolega Ulissess, rozgrzebując widelcem kupkę krewetek na swoim talerzu i robiąc minę, jakby zdradzał ważny sekret. – To Alex, gracz Fenerbahce Stambuł.

Polityka 26.2006 (2560) z dnia 01.07.2006; Społeczeństwo; s. 100
Reklama