Archiwum Polityki

Android zakochany

Nowy film Stevena Spielberga „A.I. Sztuczna Inteligencja” nie jest udany: niemniej stanowi pozycję szczególną, ze względu na rozmiary inscenizacji oraz na problem, w jakim stopniu technika zniekształca naszą naturę, uczucia, ludzkość.

Temat ten interesował Stanleya Kubricka, od którego pochodzi pomysł: wkrótce przed swoją śmiercią przekazał on Spielbergowi scenariusz, na którym opiera się obecny film. W „Mechanicznej pomarańczy” Kubricka – której tytuł już wyraża program, włączenie techniki do owocu – niepodległy anarchiczny chuligan, w świecie przyszłości, zostaje poddany edukacji, która robi z niego narzędzie biurokracji, jaka czeka nas w następnym wieku. Technika przerabiała człowieka w jego przeciwieństwo. W „2001: Odyseja kosmiczna ” maszyna, która miała służyć ludzkości, zabijała. Był to komputer HAL, który kierował wyprawą statku kosmicznego na Jupitera; zgładził on dwóch astronautów i ostatni ocalały musiał go rozmontować. Dlaczego tak się stało? HAL miał dozorować podróż pojazdu międzyplanetarnego, ale otrzymał przeciwną instrukcję od niespodziewanej siły z przestrzeni i nie potrafił tych dwóch programów pogodzić: w tej bezradności znalazł nieuniknione logiczne rozwiązanie: zlikwidował osoby, którymi miał się opiekować.

Owe filmy Kubricka wyrażały niepokój, jaki budzą maszyny, coraz bardziej uczestniczące w naszym życiu. Stają się one naszą nieodłączną częścią, ale ich doskonałość sprawia, że możemy czuć się wobec nich niepewni. Urządzenia zbudowane przez geniuszy, którymi może posługiwać się byle idiota. Ale im bardziej są sprawne, tym większą mamy skłonność, by podejrzewać je o niezależność, z którą nie damy sobie rady. Co prawda specjaliści zapewniają, że żaden komputer nie może wyłonić z siebie więcej, niż włożą w niego jego konstruktorzy, niemniej przewiduje się, że roboty piątej generacji, do której technika dojdzie około roku 2050, będą posiadały cechy świadomości typu uczuciowego, na przykład strach: gdy takiemu cyborgowi będzie się kończył akumulator, wpadnie on w panikę i nawet jeśli mu nie pomożemy, bo nie ma nas w domu, potrafi udać się do sąsiada i prosić o podłączenie do kontaktu zapewniając, że rachunek za elektryczność zapłaci jego właściciel.

Polityka 45.2001 (2323) z dnia 10.11.2001; Kultura; s. 40
Reklama