Archiwum Polityki

Kwit dojrzałości

To ostatnia taka matura. W przyszłym roku – jeżeli dogadają się politycy – egzaminy przebiegną według zupełnie nowych zasad. Mają być bardziej obiektywne, znormalizowane – i od razu stać się przepustką na studia. Ale i w ciągu minionych dekad nie brakowało reform, rewolucyjnych projektów, burzliwych dyskusji w takt kolejnych politycznych melodii. Lamentowano nad marnym poziomem maturzystów, podawano w wątpliwość wartość samej matury, a jednocześnie celebrowano majowe egzaminy niemal jak święto państwowe. Niezmienne były chyba tylko niezawodne kasztany: zawsze puszczały pąki w samą porę.

Przed wojną tzw. duża matura kończąca naukę w liceum była dobrem bardzo rzadkim, a jej posiadanie oznaczało z reguły przynależność do umysłowej elity. Po zmianie ustroju nowa władza postanowiła matury umasowić i uspołecznić, tak by stały się niejako własnością państwową i partyjną. Komunikat Ministerstwa Oświaty z 1947 r., wydobyty z archiwum resortu, nakazuje „wybór ludzi znanych ze swoich demokratycznych przekonań, działaczy społecznych, politycznych i działaczy Związków Zawodowych”, którzy mieli przyglądać się całemu procesowi przygotowania i przeprowadzania egzaminu dojrzałości.

Polityka 19.2001 (2297) z dnia 12.05.2001; Kraj; s. 28
Reklama