Archiwum Polityki

Rozbiór Tatr

Tatry są jak złota żyła. Turysta płaci za kwaterę, oscypki, góralską herbatę i jazdę sankami do Morskiego Oka. Zyski dają kolej linowa, wyciągi, nartostrady, parkingi. Nawet przestrzeń powietrzna: przelot helikopterem nad Tatrami ma ustaloną cenę. Podobnie jak zgoda na kręcenie filmów w tatrzańskich krajobrazach. Wartościowe są ziemie i lasy, które można wydzierżawiać. W dodatku od pewnego czasu funkcjonuje pod Tatrami magiczny termin olimpiada; jedni już zbili na niej kasę, inni mają nadzieję to zrobić. Byle się do tej złotej żyły dobrać.

Wystarczy zakrzyknąć na Krupówkach: czyje są Tatry, żeby zrozumieć złożoność problemu. - Jak cyje? - Nase so - powiedzą górale. - Nasze - mówią turyści. - Narodowe, polskie. A urzędnik z magistratu powie, że są Parku albo że Byrcynowe. Wieloznaczność emocjonuje i roznieca spory.

Jak mówi dr Jerzy Roszkowski z Muzeum Tatrzańskiego, sprawa własności w Tatrach zatoczyła osobliwe koło: jeszcze parę wieków temu Tatry (i Podhale) były własnością skarbu królewskiego.

Polityka 52.1998 (2173) z dnia 26.12.1998; Kraj; s. 22
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Dołączam

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >