Archiwum Polityki

Odrabianie zaległości

Każdy liczący się dziś polski polityk uważa za swój obowiązek pielgrzymkę do podparyskiej miejscowości Maisons-Laffitte, by złożyć hołd Jerzemu Giedroyciowi i oświadczyć, że "Kultura" odegrała niezwykle ważną rolę w kształtowaniu jego osobowości politycznej. Najczęściej oświadczenia te niewiele mają wspólnego z prawdą. Nie tylko dlatego, że część z tych pielgrzymów nigdy nie miała "Kultury" w ręku, ale przede wszystkim dlatego, że ich poglądy i systemy wartości nijak się mają do tego, co od ponad pół wieku głosi pismo Jerzego Giedroycia.

Paryska "Kultura" stała się mitem, mimo że jej zasięg czytelniczy był bardzo ograniczony. W PRL docierała do kilkuset, może 2-3 tys. czytelników w dużych miastach, licząc w tym wysokich funkcjonariuszy partyjnych i rządowych, którzy dostawali egzemplarze. Trudność nawet szacunkowych wyliczeń wynika z faktu, że numery "Kultury" krążyły i każdy miał jeśli nie kilkunastu, to co najmniej kilku czytelników. Ale jednocześnie nie istniała żadna sieć kolportażu i dostęp do pisma był często rezultatem przypadku.

Polityka 43.1999 (2216) z dnia 23.10.1999; Kultura; s. 50