Archiwum Polityki

Do kogo ta mowa?

„Język miłości”, szwedzki film, który przed 35 laty wzbudzał skrajne emocje i powodował wielotysięczne manifestacje protestacyjne, wszedł właśnie w nowej wersji na ekrany. I raczej nudzi widzów.

Obraz, który pchnął naprzód toczącą się w Europie rewolucję seksualną i któremu przypisywano pornograficzne treści, chociaż w intencji twórców miało to być dydaktyczne dzieło z dziedziny oświaty seksualnej, jest do dziś w kraju Bergmana najczęściej opisywanym filmem. Może dlatego, że po raz pierwszy w normalnym kinie pokazano wówczas nieudawany stosunek seksualny, scenę onanizmu i penisa w stanie wzwodu, wszystko okraszone naukowymi wywodami.

O ile jednak pierwszy obraz był filmową lekcją języka miłości w ramach zapoczątkowanego wówczas na szerszą skalę uświadamiania seksualnego w szkołach, to obecna wersja jest już w pełni sfabularyzowana.

Polityka 30.2004 (2462) z dnia 24.07.2004; Społeczeństwo; s. 78
Reklama