Archiwum Polityki

Gra w odbijanego

Pozwolę sobie ostrzec przed pójściem do kina tych, którzy nie lubią nadmiaru scen bitewnych, przeplatanych rzewną pijatyką. Ostrzeżenie poniekąd daremne, skoro już przeszło sto lat temu Aleksander Brückner, zarzucając Sienkiewiczowi, iż ukazuje w "Trylogii" przeszłość "zbyt jaskrawo, a jednostronnie", zapowiadał, iż Mistrz w końcu znuży czytelnika, któremu "w ciągłym hałasie wojennym lub gwarze biesiadnym trudno będzie uchwycić fizjognomię codziennego życia". Przepowiednia ta nie sprawdziła się ani na jotę.

Odradzałbym również obejrzenie "Ogniem i mieczem" widzom lubiącym stałe przeplatanie akcji kawałkami golizny, której nie oszczędzono nawet tak pruderyjnej Marii Rodziewiczównie (vide ekranizacja powieści "Między ustami a brzegiem pucharu"). Scen wojenno-sadystycznych jest też w tym filmie, w porównaniu choćby z "Panem Wołodyjowskim", bardzo niewiele. Kogóż z widzów raczonych codzienną porcją telewizyjnych horrorów mogą zresztą dziś one przejąć. Nawet tak ulubiona przez Sienkiewicza gra w odbijanego (wróg ojczyzny porywa patriotycznemu bohaterowi ukochaną, którą potem trzeba będzie przemyślnie odbijać) obywa się bez prób gwałtu.

Polityka 8.1999 (2181) z dnia 20.02.1999; Kultura; s. 51