Archiwum Polityki

Zaklinacze i ujeżdżacze

Na dobrą sprawę tę powieść powinien był napisać któryś z polskich pisarzy nurtu chłopskiego, a sfilmować ją któryś z polskich reżyserów. A jednak mimo kresowych legend, mimo husarii, szwoleżerów i ułanów "Zaklinacz koni" w Polsce nie powstał.

Co prawda to Litwini (i po części Białorusini), a nie Polacy, mają w herbie konia malowanego na płótnie, ale gdybyśmy chcieli się dopisać do typologii symboli narodów, to pewnie sobie przypisalibyśmy stepowego konia, tak jak Elias Canetti Anglikom przypisał okręt, a Niemcom - las mocno wbity korzeniami w ziemię.

Mamy panienki z dobrych domów jeżdżące konno, mamy metafory naszych losów, jak w "Lotnej". No i mamy "Szał" Podkowińskiego. Mieliśmy w PRL kult Bieszczad (a nawet westernopodobny film "Rancho Texas").

Polityka 46.1998 (2167) z dnia 14.11.1998; Kultura; s. 54