Archiwum Polityki

Mały azjatycki smok

Dwa południowokoreańskie filmy na polskich ekranach to niespodzianka. Jednak ci, którzy je zobaczą, z pewnością nie będą żałować. To perły, jakie rzadko można oglądać w kinie.

W minionej dekadzie sporo uwagi poświęcono twórcom Dalekiego Wschodu. Najwięcej jednak przedstawicielom kina tajwańskiego, Japończykowi Takeshi Kitano i słynnej piątej generacji chińskich reżyserów, którzy doczekali się nawet oscarowych nominacji. Dziś zaczyna się mówić o potędze kinematografii południowokoreańskiej.

Prawda jest taka, że ten niewiele większy od Polski kraj wyrósł nie tylko na regionalnego lidera, zadziwiającego tempem rozwoju gospodarczego. Z roczną produkcją przekraczającą 70 tytułów i nadspodziewanie liczną grupą silnych indywidualności, niepostrzeżenie awansował również do pierwszej ligi filmowych mocarstw.

Polityka 38.2004 (2470) z dnia 18.09.2004; Kultura; s. 64
Reklama