Archiwum Polityki

Blackout po polsku

W połowie minionego tygodnia w Polsce północno-wschodniej i w aglomeracji warszawskiej nastąpił ostry spadek napięcia w sieci przesyłowej PSE Operator. W efekcie doszło do automatycznego wyłączenia dwóch bloków energetycznych w Elektrowni Ostrołęka. To z kolei wywołało spadek napięcia i kolejne wyłączenia bloków w Elektrowni Kozienice oraz mostu energetycznego ze Szwecją. Po wielu godzinach udało się sytuację opanować. W tym czasie spora część odbiorców była pozbawiona prądu lub docierał on do nich z tak niskim napięciem, że nie nadawał się do użytku. W stolicy w wielu budynkach zgasło światło, stanęły windy, przestała działać klimatyzacja. Na awaryjne zasilanie przeszły banki, szpitale, stołeczne metro oraz centrum kontroli lotów na Okęciu.

Zdaniem wielu energetyków awaria mogła być spowodowana nadmiernym zapotrzebowaniem systemu energetycznego na moc bierną. Dla laika brzmi to tajemniczo. Warto jednak wiedzieć, że energia elektryczna, jaka dociera do odbiorców, zawiera w sobie moc czynną i bierną (indukcyjną). Ta pierwsza zmienia się w pracę użyteczną, ale potrzebna jest i druga, bo bez niej wiele urządzeń nie będzie działać. Szczególnie dużo potrzebują jej silniki, prostowniki, transformatory, ale nie ma to nic wspólnego z tzw. prądem trójfazowym, potrzebnym do eksploatacji niektórych urządzeń. Wiele wskazuje na to, że feralnego dnia nastąpiło nadmierne zapotrzebowanie na moc bierną spowodowane wysoką temperaturą (urządzenia chłodzące, wentylatory, klimatyzacja), którego operator systemu przesyłowego nie przewidział. To poważny sygnał świadczący o niedomaganiu polskiej elektroenergetyki.

Tym samym duża część Polski przeżyła pierwszy blackout (czyli poważną awarię systemu elektroenergetycznego).

Polityka 27.2006 (2561) z dnia 08.07.2006; Ludzie i wydarzenia; s. 14
Reklama