Archiwum Polityki

Bomby na katiusze

Pół miliona ludzi bez dachu nad głową i niemal 400 zabitych w Libanie, wyludnione miasteczka w północnym Izraelu i nieustanne salwy rakiet na Hajfę i dziesiątki innych miejscowości. Arabskie dzieci zabite w Nazarecie, żydowskie w Karmielu i Sefadzie, zniszczone dzielnice Bejrutu, rozwalone domy w Galilei – to bilans ostatnich dwóch tygodni. Dobrego wyjścia wciąż brak.

Międzynarodowa dyplomacja ogranicza się do ruchów pozorowanych. Nie można oprzeć się wrażeniu, że zarówno spora część świata arabskiego, jak i Europa oraz Stany Zjednoczone, również żyjące w cieniu fundamentalizmu islamskiego i dostrzegające powiązania Hezbollahu z mocodawcami w Iranie i w Syrii, chętnie akceptują rzeczywistość, w której Izrael wyciąga za nie kasztany z ognia. Stąd brak skutecznej inicjatywy zmierzającej do narzucenia stronom natychmiastowego, bezwarunkowego zaprzestania walk.

Polityka 30.2006 (2564) z dnia 29.07.2006; Temat tygodnia; s. 24