Archiwum Polityki

Sam przeciwko imperium

„Gladiator”, filmowa rekonstrukcja starożytności rzymskiej, jest zaskoczeniem i to podwójnym: kino już od dawna nie uprawia tego gatunku i również tradycja antyku zniknęła z aktualnej kultury zarówno literackiej jak audiowizualnej. Jakie może być znaczenie tego powrotu niespodziewanego i, być może, ryzykownego?

Zbigniew Herbert był bodaj ostatnim naszym poetą, który powoływał się na Homera, a i to spotykały go pretensje, że układa wiersze z prefabrykatów, czyli z gotowych lecz zleżałych i dla nas już niefunkcjonalnych pozostałości kulturalnych. W kinie co prawda gatunek miał swój okres, i to pompatyczny, jednak zakończony od dawna i minorowo. Włosi w latach 50. tłukli masowo historyjki o prześladowanych chrześcijańskich dziewicach, twardych centurionach i senatorach w togach, od którego to ubioru dział ten zwano „peplum”, który to zwrot wkrótce zaczął oznaczać tandetę: połączenie cyrku z operą, przy tym opera wyglądała cyrkowo, cyrk zaś stawał się operowo dęty.

Polityka 29.2000 (2254) z dnia 15.07.2000; Kultura; s. 44