Archiwum Polityki

Zwierzę wetem ratowane

Pod pretekstem dostosowywania polskiego prawa do norm unijnych Sejm próbował zliberalizować ustawę o ochronie zwierząt. Przypomina to rozumowanie, że skoro w niektórych rejonach Polski mamy powietrze czystsze niż przewidują normy, to należy zlikwidować filtry w fabrykach. Prezydent Aleksander Kwaśniewski nowelizacji nie podpisał uznając, że „bezzasadnie i niepotrzebnie ogranicza ona ochronę zwierząt”. Główny Lekarz Weterynarii Andrzej Komorowski nazwał weto surową lekcją. Taka lekcja od dawna się parlamentarzystom należała. Majstrowanie przy ustawie ma bowiem długoletnią tradycję.

Pierwszy projekt ustawy o ochronie zwierząt wpłynął do Sejmu w 1993 r., po nim kolejne. Przez cztery lata trwały burzliwe dyskusje i prace w komisjach. Lobby rolników i hodowców zrobiło wiele, by zneutralizować czy wręcz usunąć niewygodne dla siebie zapisy. Wreszcie w 1997 r. przyjęto ustawę kompromisową, daleką może od ideału, ale będącą niewątpliwym krokiem naprzód. Podniesiono kary za znęcanie się nad zwierzętami (od tego czasu zapadły cztery wyroki bezwzględnego pozbawienia wolności, co przedtem się nie zdarzało), zakazano tuczu gęsi i kaczek na stłuszczone wątroby, przyjęto humanitarne normy chowu, transportu i uboju zwierząt, a także zasady postępowania ze zwierzętami laboratoryjnymi.

Polityka 22.2001 (2300) z dnia 02.06.2001; Kraj; s. 25