Archiwum Polityki

Learyka

Wbrew potocznym wyobrażeniom i legendzie „Król Lear” był w dziejach teatru polskiego jedną z rzadziej wystawianych tragedii Szekspira. Grano ją od wielkiego dzwonu. A dziś, proszę, po naszych scenach chodzą już cztery Leary; następne inscenizacje w drodze. Jakie nastroje wywołały tak żywe zainteresowanie tą dziwną, nie do końca jasną, opowieścią o władcy, co skrzywdził dobrą córkę, a obdarował złe; te zaś w nagrodę strąciły go na samo dno losu?

Głównym obszarem penetracji współczesnych inscenizatorów nie jest królewskość Szekspirowskiego bohatera, kwestie dziedziczenia tronu, styk zbrodni z polityką, cały, by tak rzec, publiczny wymiar historii. Nie są nim także pytania egzystencjalne, choćby te ze sławnego eseju Jana Kotta „Król Lear czyli Końcówka”. Reżyserzy najchętniej czytają dziś w starej tragedii dramat osobisty, kameralny, prywatny. O rodzinnym charakterze konfliktu ciekawie mówił w przedpremierowych wywiadach Mikołaj Grabowski (w spektaklu w łódzkim Nowym wypadło to mniej konsekwentnie); w powierzchownym „Learze” Linasa Marijusa Zaikauskasa z Powszechnego w Radomiu córki Leara noszą sukienki wiejskich elegantek, a ich królewscy mężowie najwyraźniej przybyli z sąsiednich siół.

Polityka 22.2001 (2300) z dnia 02.06.2001; Kultura; s. 46