Archiwum Polityki

Polak Małyszem

Na to czekali wszyscy kibice w Polsce, a także ci, którzy sportem interesują się tylko przygodnie. W piątek na średniej skoczni w Lahti Adam Małysz pogrążył rywali i zrewanżował się Martinowi Schmittowi za porażkę w poprzednim konkursie. Ale zwycięstwo skoczka z Wisły można oceniać nie tylko w sportowych kategoriach i być może nie ten wymiar sukcesu jest tu najważniejszy.

Polacy bardzo szybko stali się ekspertami od skoków narciarskich. Już byle kibic potrafi ocenić wyjście zawodnika z progu, techniczne subtelności lotu i styl, a także pewność lądowania z wykrokiem, fachowo zwanym telemarkiem. Wiemy, jak nazywają się najwięksi konkurenci Małysza i że loty narciarskie to nie to samo co skoki. Poprawiliśmy się z geografii i orientujemy się już, że Beskidy i Tatry to nie to samo. Modne stały się peregrynacje do Harrachova lub przynajmniej do Wisły, gdzie można zobaczyć wyciąg Pasieki, na którym nasz mistrz zaczynał sportową przygodę, odwiedzić sklep prowadzony przez żonę trenera Apoloniusza Tajnera czy choćby zajrzeć do baru U Bociana – sławnego już niemal tak, jak cukiernia w Wadowicach specjalizująca się w papieskich kremówkach.

Polityka 9.2001 (2287) z dnia 03.03.2001; Wydarzenia; s. 16