Archiwum Polityki

Łaska pańska

Sprawa ułaskawienia przez Lecha Wałęsę przestępców „Słowika” oraz „Alego” – poza sensacyjnymi podejrzeniami o korupcję w Kancelarii głowy państwa – wywołała dyskusję o rozmiarach prezydenckiego miłosierdzia. Czy rzeczywiście jest to „ułaskawieniowa maszynka” niwecząca trud wymiaru sprawiedliwości? Dlaczego szczegóły utrzymywane są w tajemnicy przed opinią publiczną? Niewielkie to pocieszenie, że podobne pytanie zadają sobie dzisiaj Amerykanie, porażeni aferą ułaskawieniową z udziałem Billa Clintona i jego rodziny.

Wystarczyło ujawnienie w TVP sprawy ułaskawienia w 1993 r. pruszkowskiego ptaszka „Słowika”, aby ruszyła cała lawina, w tym oskarżenia lub też pomówienia o korupcję w najwyższym prezydenckim urzędzie (swoją drogą we wrześniu ub.r. tę samą informację podało „Życie” i pies z kulawą nogą się nie zaciekawił). Lech Wałęsa, ówczesny prezydent tłumaczył najpierw, że „ktoś mu podłożył papiery”. Stanisław Iwanicki, przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości, zwrócił się więc do prokuratora generalnego, by ten zbadał (rzecz bez precedensu w Polsce) okoliczności ułaskawienia dzisiejszego szefa gangu pod kątem korupcji w Kancelarii.

Polityka 9.2001 (2287) z dnia 03.03.2001; Kraj; s. 23