Archiwum Polityki

Wściekły pies

Niektórzy usiłowali robić z niego komunistę, co było kompletnym nonsensem. Odsunięty od władzy mieszkał w Leopoldville, gdzie ONZ zapewniała mu ochronę i bezpieczeństwo, ale kiedy ma się 35 lat i wiarę w słuszność sprawy, o którą się walczy, nie sposób z dnia na dzień stać się emerytem. Kiedy wyruszył do Stanleyville, będącego w rękach jego zwolenników, była ciemna noc i tropikalna ulewa, patrole wojskowe spały. Prawdopodobnie dojechałby tam szczęśliwie, gdyby nie przemożna potrzeba przemawiania.

Lumumba odczuwał potrzebę mówienia do swoich rodaków, przekazywania im tego wszystkiego, o co walczył, tłumaczenia i odpowiadania na każde pytanie. Nie liczył się czas, pora dnia, jego towarzysze podróży dawali mu znaki, że trzeba już jechać, ciągnęli za rękaw: „Patrice, jedziemy dalej, nie można więcej, nie ma czasu...”. Patrzył wtedy zdziwiony spod grubych okularów i mówił: „Przecież nie mogę ich tak zostawić, muszę im wytłumaczyć”. Pogoń Mobutu złapała go po trzech dniach, 2 grudnia 1960 r.

Polityka 9.2001 (2287) z dnia 03.03.2001; Świat; s. 39