Archiwum Polityki

Hamlet pod Belwederem

Prawie dwie i pół godziny siedzi się w kinie bez znużenia: akcja powieści opowiedziana jest skrótowo, nowocześnie i, poza wyjątkami, klarownie, młodzi aktorzy grają przyzwoicie, jest kilka scen naprawdę pięknych, włącznie z finałem, w którym Cezary Baryka pada martwy. O to zakończenie, które Filip Bajon zmienił Stefanowi Żeromskiemu, będzie się można trochę posprzeczać. Ponadto nie przewidują, by filmowe „Przedwiośnie” dało impuls do jakiejś nowej ogólnonarodowej debaty.

Przyznam, iż z pewnym niepokojem przyglądałem się poprzedzającej premierę „Przedwiośnia” akcji promocyjnej, która najwyraźniej miała zasugerować potencjalnym widzom, iż jeżeli zechcą pofatygować się do kina, zobaczą na ekranie wspaniały romans, ewentualnie z historią w tle i to dosyć odległym. Kolorowe magazyny zdążyły w międzyczasie spopularyzować młodych aktorów, grających w filmie główne role, wprowadzając ich do sezonowego gwiazdozbioru, w którym sąsiadują z piosenkarkami i prezenterami programów telewizyjnych.

Polityka 9.2001 (2287) z dnia 03.03.2001; Kultura; s. 45