Archiwum Polityki

Niech zgrzytają zębami

Co pewien czas ze sceny lub z widowni rozlega się krzyk: dość pięknoduchostwa, trzeba się zająć tym, co nas otacza, tu i teraz. Co pewien czas teatr „bierze się za rzeczywistość” – i grzęźnie: w publicystyce, w uproszczeniach, w łatwej satyrze. Nie pamięta (a może nie wie), że właśnie gwoli nie byle jakiego dobierania się do rzeczywistości stworzono w przeszłości poręczne inscenizacyjne narzędzia. Stare? Ale jare; są na to dowody. Najnowszy – w Opolu.

Przedstawienie opolskiego Teatru im. Kochanowskiego zaczyna się w ciemności rustykalnymi odgłosami natury. Sielanka? Raczej cmentarz. W pionowych, wąskich mansjonach cztery kobiety szykują się do gry: zakładają tanie ciuchy nastoletnich dziewczynek. Gdy będą gotowe, pchną półmatowe wieka mansjonów, wkroczą na pole gry w infantylnych podskokach. Na środku sceny stoi skrzynia, może śmietnik, może schron? Z niego wydobędą rekwizyty i kolejne stroje: na dziecinne ubranka wciągną uniformy dorosłych, karykaturalnie do nich niepasujące.

Polityka 9.2001 (2287) z dnia 03.03.2001; Kultura; s. 55