Archiwum Polityki

Więcej koki, mniej coli

Odkąd Evo Morales został prezydentem Boliwii, coraz częściej mówi się o przebudzeniu Indian w Ameryce Łacińskiej. A mają z czego się budzić.

Tak już nieraz bywało. „To, co się dzieje obecnie, oznacza początek końca ludzi białych lub prawie białych” – depeszował ambasador brytyjski w czasie rewolucji 1952 r. w Boliwii. „Trzeba było ogromnych nadużyć i bezpodstawnych okrucieństw, aby doprowadzeni do ostateczności Indianie otrząsnęli się ze stanu przygnębienia” – pisał 40 lat temu Alfred Metraux, etnograf francuski, znawca życia Indian Ameryki Południowej. Co pewien czas pisze się o przebudzeniu Indian, jak gdyby ich bunt, od Meksyku (Zapatyści) po Ziemię Ognistą (Mapucze), był zjawiskiem nowym.

Polityka 39.2006 (2573) z dnia 30.09.2006; Świat; s. 56