Archiwum Polityki

Kamerą w twarz

Kamera zagląda w twarz bohaterom, pokazując z bliska oczy, usta, zmarszczki. To niby nic nowego, ale odniosłem wrażenie, iż w tym roku w Cannes zbliżenia stosowane były znacznie częściej niż zwykle. Jednocześnie reżyserzy wykorzystują obficie możliwości, jakie dają nowoczesne techniki montażu, „tnąc” pokazywaną rzeczywistość na coraz mniejsze kawałki. Ale z tych setek tysięcy krótkich ujęć obejrzanych w Cannes układa się jednak dość klarowny obraz współczesnego świata.

Podobno Lars von Trier, zdobywca Złotej Palmy, w swym filmie „Tańcząc w ciemnościach” (o którym pisałem w poprzednim numerze) do nakręcenia scen musicalowych używał aż stu kamer, ale mówiąc szczerze, na ekranie tego nie widać i nie za efekty specjalne należała mu się główna nagroda festiwalu. Ale były jeszcze ciekawsze pomysły. Darren Aranofski (którego „Pi” było niedawno w naszych kinach) w nowym filmie „Requiem dla snu” dzieli ekran na dwie połowy: w jednej mamy bohaterów w normalnym planie, w drugiej wybrane ich „elementy” w zbliżeniu.

Polityka 23.2000 (2248) z dnia 03.06.2000; Kultura; s. 53