Archiwum Polityki

Matecznik

Z pierwszego spotkania z teatralną Litwą przed czternastu laty pamiętam smutek i wstyd. Sala warszawskiego Dramatycznego była pusta; parter zajmowało kilkadziesiąt przypadkowych osób. Nic nie wiedziano o wileńskich gościach, nazwa ansamblu – Teatr Młodzieżowy – brzmiała odstręczająco, mało komu coś mówiło nazwisko Eimuntasa Nekrošiusa. Twórcy, którego zna dziś cała teatralna Europa, którego „Otello”, pokazany właśnie w Wilnie, otworzy najbliższe weneckie Biennale, jednego z gigantów teatru XX wieku.

Skąd bierze się siła teatru północnych sąsiadów? Jakkolwiek definiować, bałamutna i, hm, nazbyt prostoduszna wydaje się teza Romana Pawłowskiego rzucona podczas tegorocznych (poświęconych Litwinom) lubelskich Konfrontacji, w myśl której podstawowym atutem jest odcięcie od świata i wynikająca stąd obojętność wobec rozmaitych uświęconych tradycji. Myślałby kto, że zachwycamy się samorodkami spośród uroczysk! Odwrotnie: Litwini imponująco rozsądnie potrafili w czasach radzieckiego zniewolenia wziąć z rosyjskiej kultury scenicznej to co najlepsze – żarliwość, odwagę i głębię czytania arcydzieł, warsztat reżyserski i aktorski – odsiać zaś to, co doraźne i skażone propagandą.

Polityka 51.2000 (2276) z dnia 16.12.2000; Kultura; s. 62