Archiwum Polityki

Jacy tacy

Nie mam prawa zachwycić się tym „Weselem”. Zakaz wydał osobiście Jerzy Grzegorzewski, obwieszczając publicznie przed premierą, iż ktoś, kto nie akceptował jego ostatnich dokonań, „Halki Spinozy” czy „Nowego Bloomusaleem”, także tę propozycję obowiązany jest odrzucić. Przeto zachwyty w niniejszym tekście czynione będą prawem kaduka. Następnym razem dopuszczalny poziom aprobaty zostanie mi wyznaczony przez teatr pewnie już wprost na zaproszeniu.

Mówiąc bez żartów, Jerzy Grzegorzewski prędzej niż ktokolwiek zasługuje dziś na tytuł pierwszego malarza polskiej sceny. Malarza – nie w znaczeniu scenografa czy dekoratora. Biorąc na reżyserski warsztat klasyczne teksty, szef Narodowego właśnie maluje na ich kanwie – światłem, aktorami, muzyką, przestrzenią, słowem – niepodrabialne, osobiste pejzaże. Zawsze imponujące harmonią formy. Często olśniewające. Niekiedy jednak w swoich skojarzeniach, w niekończących się interpretacyjnych indukcjach nieczytelne i hermetyczne do szaleństwa.

Polityka 7.2000 (2232) z dnia 12.02.2000; Kultura; s. 60