Archiwum Polityki

Dookoła rzeki

Wyprawa w dół Dunaju, na którą zaprasza włoski filolog Claudio Magris, nie jest ani ekspedycją naukową, ani zwykłą podróżą sentymentalną. To podróż czytelnika, któremu znajomość książek nie odebrała umiejętności poznawania ludzi.

„Dunaj” Magrisa mieści się na odległym skraju literatury podróżniczej, może nawet dalej niż Kazimierza Brandysa „Listy do pani Z.” pisane z Włoch. Wielbiciel literatury faktu będzie zaskoczony, choć znajdzie kilka perełek, jak choćby anegdotę o Trockim w wiedeńskiej kawiarni czy pomysł węgierskiego dyplomaty, który (w maju 1919!) ludowemu komisarzowi Beli Kunowi zaproponował, by „ogłosić Węgry stanem Unii Amerykańskiej”.

Autor ułatwia zadanie recenzentom i komentatorom, zamieszczając jako postscriptum szesnaście stronic na temat własnej osoby i książki. „Odkąd ukazał się »Dunaj« – pisze – otrzymuję listy od najrozmaitszych czytelników... wszelkiego typu, kulturalnych i bez wykształcenia, w różnym wieku, listy z najdziwniejszych miejsc, niekiedy ze szpitali albo więzień i nawiązuje się między nami intensywny dialog. Niektórzy czytają »Dunaj« jako esej, inni, o wiele liczniej-si, jako powieść...” Mniej subtelnego czytelnika, który by nie pojmował walorów książki, autor poucza: „»Dunaj« jest powieścią o ukrytej wymowie, rodzajem Bildungsroman, jak mówią Niemcy, powieści wychowawczej, powieści o tożsamości”, która „wiedzie nie tylko przez Europę Środkową, ale przede wszystkim przez tygiel historii współczesnej...” Dalej informuje, że „podróżujące i opowiadające »ja« nie utożsamia się z autorem, lecz z pewną postacią...” Niesprawiedliwie skracam te wywody, ale dodać wypada, że autor zwraca uwagę także na postać kobiecą, „która nigdy nie jest opisana, a tylko przywoływana niczym nieprzedstawialna figura miłości”. Kto nie powróci do kart książki, by poszukać owego nieprzedstawialnego wątku erotyki, przeczyta na s.

Polityka 1.2000 (2226) z dnia 01.01.2000; Kultura; s. 65
Reklama