Archiwum Polityki

Hucznie w Izbie

Do czasu afery z ZUS Najwyższa Izba Kontroli pozostawała na marginesie walki politycznej. Co prawda posłowie koalicji rządzącej zdążyli wcześniej zarzucić prezesowi Wojciechowskiemu korzystanie z nazbyt luksusowego mieszkania służbowego, zwrócili uwagę na tendencyjność w ocenie kilku prywatyzacji i powołali podkomisję do badania kadr NIK. Jednak roczne sprawozdania tej instytucji zyskiwały akceptację parlamentu miażdżącą większością głosów. Dopiero raport oceniający komputeryzację ZUS spowodował przełom, wpychając NIK w sam środek politycznego tygla. Nastąpiła ostra wymiana ciosów, po której próżno szukać zwycięzców.

Niektóre zarzuty wobec NIK, mimo wyraźnych politycznych motywacji oskarżycieli, mają uzasadnienie. Niepokojąco spada skuteczność Izby w odzyskiwaniu stwierdzonych przez nią samą uszczupleń budżetu państwa. A jest to najważniejsza, bo finansowo wymierna działalność tej instytucji. Oznacza to, że powiększa się różnica pomiędzy stratami budżetu, jakie wykrył NIK, a sumami, które Izba realnie odzyskuje. W 1997 r. uratowano jeszcze 44 proc. stwierdzonych strat, w rok później już tylko 11 proc.

Polityka 14.2000 (2239) z dnia 01.04.2000; Kraj; s. 26