Archiwum Polityki

Europa przyszłością świata!

Jeremy Rifkin, amerykański ekonomista i politolog:

Jacek Żakowski: – Jak to się dzieje, że stuprocentowy Amerykanin jak pan zaczyna snuć europejskie marzenie?

Jeremy Rifkin: – Amerykańskie marzenie właśnie się rozpada. A to ono łączyło Amerykanów. Nie konstytucja, nie Wall Street, ale wspólne marzenie. Świat potrzebuje nowego marzenia. I ono wykluwa się w Europie.

Ale co się właściwie rozpada?

Wiadomo, że życie w Ameryce zawsze było twarde. Każdy musiał zapracować na siebie. Mało było litości i wyrozumiałości. Ale wszyscy wierzyli, że to jest kraj wielkich możliwości. Jeśli ciężko pracowałeś, jeśli byłeś wykształcony, inteligentny, wytrwały, mogłeś osiągnąć wszystko.

Milioner z pucybuta...

To się długo sprawdzało. Sam wychowałem się między Polakami w biednej dzielnicy Chicago. Mieliśmy puste kieszenie, ale każdy marzył, że kiedyś będzie milionerem. I mnie się to marzenie sprawdziło.

To dlaczego pan je kwestionuje?

Bo dziś Ameryka jest inna. Kiedy wchodziłem w życie, była najbardziej egalitarnym krajem rozwiniętym i miała największą klasę średnią w całym rozwiniętym świecie. Dziś pod względem równości dochodów spadliśmy na 24 miejsce. W OECD tylko Meksyk i Rosja mają większe nierówności. Nic dziwnego, że zaledwie połowa Amerykanów wierzy jeszcze w amerykańskie marzenie. Nasze spoiwo znika. A bez silnego spoiwa, w które wierzy zdecydowana większość, kraj nie może dobrze funkcjonować. Dlatego takie ważne stało się dla nas spoiwo tworzone przez inne wielkie marzenie wyłaniające się po drugiej stronie Atlantyku.

Na czym polega różnica?

To można krótko ująć w kilku przeciwieństwach. W amerykańskim marzeniu sukces jest indywidualny. Jedni wygrywają wszystko, a inni wszystko przegrywają.

Polityka 45.2005 (2529) z dnia 12.11.2005; Świat; s. 60
Reklama