Archiwum Polityki

Eskulap w kieszeni

W Ameryce się nie choruje; należy być zdrowym albo od razu umrzeć – powtarzają sobie jak memento imigranci. Szpitale przeprowadzają najcięższe operacje, ludzie z całego świata szukają tu ratunku. Ale dla wielu obywateli kontakt z amerykańską służbą zdrowia bywa nieprzyjemny. Zwłaszcza gdy przychodzi rachunek.

Państwo John i Jane Doe (amerykańscy Kowalscy) mają 7-letniego syna, u którego w wieku niemowlęcym zdiagnozowano zaburzenia sytemu odpornościowego. Początkowo bez kłopotu płacili 10 proc. rachunków za jego leczenie przewidziane w programie ubezpieczeniowym. Koszty jednak rosły, zwłaszcza po koniecznej hospitalizacji dziecka. Kiedy doszły do 20 tys. dol. rocznie – jednej trzeciej ich dochodów – musieli najpierw sprzedać dom, a potem ogłosić bankructwo.

Polityka 46.2005 (2530) z dnia 19.11.2005; Świat; s. 54