Archiwum Polityki

Niemcy: Słoń od kalifa

Legendy są szczodrze rozsypane wokół tej magicznej rzeki. O rzymskich konsulach, niemieckich raubritterach, o zwaśnionych braciach, mieszkających w dwóch zamkach sąsiadujących ze sobą na ostrej grani. O rabinie z Bacharach. I o piersiastej Germanii trzymającej straż przy ojczulku Renie.

Dawno temu władca Franków wysłał posłów na drugi koniec świata – do kalifa Bagdadu. Dwaj rycerze, Lantfried i Sigfried, wraz z żydowskim przewodnikiem o imieniu Izaak wyruszyli z darami z Akwizgranu na południe. We Włoszech wsiedli na statek. I poprzez Jerozolimę dotarli na dwór kalifa.

Harun al-Raszyd zdziwił się bardzo. Jeśli właśnie nie słuchał baśni z 1001 nocy, to sobie rządził całym światem. Prawie całym. Od Indusu po Atlantyk. Czasem miewał kłopoty na kresach, choćby z Maurami, którzy chcieli założyć własny kalifat w Hiszpanii.

Polityka 35.2003 (2416) z dnia 30.08.2003; Półprzewodnik Polityki; s. 84