Archiwum Polityki

Kariera Nikodema Busha

Dwa i pół tygodnia przed wyborami na ekrany w USA wszedł film Olivera Stone’a „W”, biografia George’a W. Busha. Na ekranie oglądamy dość przerażający portret człowieka, który stał się symbolem degra­dacji prestiżu Ameryki.

Stone to lewicowiec i pacyfista, autor takich dzieł jak „JFK”, filmu „wyjaśniającego” zabójstwo zamordowanego w 1963 r. prezydenta jako spisek Pentagonu, CIA i innych służb specjalnych, czy „Urodzony 4 lipca” o przystępującym do ruchu antywojennego weteranie wojny wietnamskiej. Ma w dorobku rzeczy wybitne, jak nagrodzony Oscarem „Pluton”, i znaczące utwory podejmujące ważne problemy społeczne, jak „Wall Stret”, aktualny dziś znowu pamflet na pazernych bankierów. Popada jednak w uproszczenia, plakatowość i dydaktykę. „W” także nie unika przerysowań, balansując na granicy karykatury.

Film „W” przypomina burzliwą młodość Busha, kiedy to przyszły 43 prezydent żył balangami i podbojami erotycznymi, pił bez umiaru i rozrabiał, a przez studia na Yale i Harvardzie prześlizgiwał się dzięki protekcji taty, ówczesnego kongresmana, ambasadora przy ONZ i dyrektora CIA. Tytułowy bohater, grany znakomicie przez Josha Brolina („To nie jest kraj dla starych ludzi”), zachowuje się jak prymitywny chuligan, nieopanowany i popadający w konflikty z prawem. Ima się różnych zajęć – pracuje w firmie naftowej, startuje w wyborach do Kongresu – ale nic mu nie wychodzi. W rodzinie uznany za nieudacznika i czarną owcę, przyprawia o ból głowy ojca, który całą nadzieję pokłada w młodszym synu imieniem Jeb (późniejszy gubernator Florydy). W połowie lat 80. przeżywa jednak objawienie religijne, zrywa z alkoholem i bierze się w garść. Pomaga w tym też spotkanie i miłość do Laury, przyszłej First Lady. Po objęciu – dzięki koneksjom ojca – kierownictwa drużyny baseballowej w Teksasie, odnosi z nią sukcesy, wygrywa wybory na gubernatora, a w końcu do Białego Domu.

Polityka 44.2008 (2678) z dnia 01.11.2008; Kultura; s. 60
Reklama