Archiwum Polityki

Wołyńskie Jedwabne

W Pawliwce, która kiedyś nazywała się Poryck, spotkają się prezydenci Ukrainy i Polski, żeby powiedzieć, co wydarzyło się na Wołyniu 11 lipca 1943 r. Polacy czekają na wskazanie winnych zbrodni wołyńskiej i słowa przeprosin. Wciąż nie wiadomo, czy takie słowa padną.

Z miasteczka Poryck w dawnym powiecie włodzimierskim pozostał w zasadzie tylko wołyński krajobraz. Przetrwał wprawdzie obszerny dom Dmochowskich, teraz już opuszczony, cerkiew prawosławna ufundowana przez hrabiów Czackich, którzy w Porycku mieli swój pałac, siedzibę rodu od 1694 r., i hrabiowski browar, dziś piwnyj zawod Pawliwka. Ale poza tym nic: w miejscu rynku krzyżują się drogi na Włodzimierz Wołyński, Horochów, Sokal i Iwanicze, dokąd przeniesiono rejonową administrację. Po dziurawym asfalcie spacerują gęsi i krowy, a psy drzemią w słońcu. Nie ma śladu trotuarów obsadzonych drzewami ani domów z podcieniami. W ich miejscu stanęły budowane chaotycznie drewniane chałupy.

Z okazji przyjazdu prezydentów żołnierze stawiają nowe płoty w całej wsi Pawliwka. – Trzeba trochę podłatać, podremontować, żeby jakoś wyglądało – powiada Nina Pietrenko, głowa rady gminy. O tym, że w Pawliwce odbędą się obchody rocznicy z udziałem prezydentów, dowiedziała się w połowie czerwca, ale nie wprost: przyszło polecenie z góry, żeby poprawić drogę. Helikoptery prezydenckie wylądują w pobliskim kołchozie, gdzie jest szykowane lądowisko.

11 lipca 1943 r. w Porycku, w kościele pod wezwaniem św. Trójcy, sotnia Kurenia Zawidowskiego zamordowała 220, a może i więcej osób, Polaków. – To była tragedia ludzi, którzy tu mieszkali – wspomina Stanisław Filipowicz, który jako jeden z nielicznych Polaków przeżył rzeź. Ksiądz Bolesław Szawłowski, proboszcz parafii, powiadomiony przez miejscowego Ukraińca Kułaja, że może dojść do napadu, próbował ostrzec ludzi, żeby nie przychodzili na sumę. Ale jedni nie uwierzyli, a inni nie zdążyli się dowiedzieć.

Polityka 28.2003 (2409) z dnia 12.07.2003; Kraj; s. 24
Reklama