Archiwum Polityki

Człowiek fortepian

Pesymiści twierdzą, że wszyscy wielcy artyści jazzu już nie żyją. Optymiści odpowiadają – jest przecież Keith Jarrett. O tym 58-letnim wirtuozie fortepianu powiada się, że połączył barok z be-bopem.

Na scenie Jarrett sprawia wrażenie człowieka, którego układ nerwowy został podłączony do fortepianu. W pozycji półstojącej, nisko pochylony nad klawiaturą nagle podnosi głowę, a grymas na twarzy zwiastuje kolejną frazę albo zmianę tempa. Żeby było jasne – Jarrett nie chce być showmanem, a ta jego ruchowo-mimiczna ekspresja, jak sam swego czasu wyjaśniał, przebiega poza świadomością. Bo przecież liczy się tylko muzyka: jej wydobywanie i jej słuchanie.

Miał zaledwie 3 lata, kiedy matka sprowadziła nauczyciela muzyki, bo już wcześniej zauważyła, że mały Keith po wysłuchaniu w radiu jakiejś piosenki wdrapuje się na stołek i próbuje całkiem udatnie wystukiwać na klawiszach pianina zasłyszany motyw.

Polityka 18.2003 (2399) z dnia 03.05.2003; Kultura; s. 63