Archiwum Polityki

Polskie przekleństwo

Na ulicach, placach i skwerach trwa bój o czystą, piękną polszczyznę. Przeszkolone patrole policji i straży miejskiej pilnie nadstawiają ucha, łowiąc znajomą ordynarną frazę, której władza powiedziała twarde „nie”. Tych, którzy dobro, jakim jest język polski, traktują ze szczególnym okrucieństwem, funkcjonariusze upominają i karzą mandatami. Zatem obywatelu: uważaj, co mówisz, bo następny możesz być ty!

Art. 141 kodeksu wykroczeń powiada: „Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 zł albo karze nagany”. Mimo to na polskiej ulicy wulgarna fraza śmiga koło ucha, można nią oberwać nagle i zewsząd. Słowami, których kilkanaście lat temu prawie nie słyszało się w obiegu publicznym, dziś bez skrępowania opisuje się najbardziej banalne sytuacje.

Chamska polszczyzna opuściła ciemne zakamarki, przestała być językiem do użytku ściśle osobistego.

Polityka 46.2004 (2478) z dnia 13.11.2004; Raport; s. 3