Archiwum Polityki

Na błysk

Co łączy emerytkę w znoszonym płaszczu, 40-letniego finansistę, kilku najbogatszych Polaków i większość wyznawców spiskowej teorii dziejów? Kupują złoto, które znów wraca do łask. Ostatnio taka inwestycja dawała 20 proc. zysku w ciągu roku.

Młody prawnik z Warszawy, 33-letni Andrzej, nie chce zdradzić swojego nazwiska, choć jego złoto leży bezpiecznie w skarbcu jednego z banków. W rodzinie Andrzeja przywiązanie do złota przechodzi z pokolenia na pokolenie. Przy wigilijnym stole niezmiennie opowiada się historię, jak to dziadek wykupił się oficerowi Wehrmachtu cenną sztabką. Gdy Andrzej skończył 18 lat, ojciec zaprowadził go na strych i pokazał skrytkę pod podłogą. Widok nie był imponujący. Złoto na filmach to z reguły duże sztaby ułożone w piramidę. W skrytce leżało kilkanaście cienkich blaszek – po jednej uncji (31,1 g) każda. W detalicznym handlu są jeszcze mniejsze – po 5, 10 i 20 g. Przypominały batonik Milky Way i tyle też ważyły w dłoni. Andrzej się zdziwił. Ale po kilku latach ukryte na strychu złoto zostało sprzedane. A dzięki niemu Andrzej, już student, mógł kupić mieszkanie w stolicy. Gdy tylko młody prawnik zaczął lepiej zarabiać, postanowił kontynuować rodzinną tradycję. Dziś, jak oblicza, ma zainwestowane w cennym kruszcu około 15 tys. zł. I cieszy się, bo wartość jego inwestycji ciągle rośnie. Przez lata niedoceniane, złoto na światowych giełdach znowu błyszczy.

Rośnie ze strachu

Od stycznia 1980 r., kiedy cena jednej uncji ustanowiła historyczny rekord, przebijając poziom 900 dol., wartość tego kruszcu długo spadała, osiągając dno na początku 2001 r. (250 dol. za uncję). Od tamtej pory rozpoczął się silny wzrost. Teraz cena waha się około 500 dol. i jest najwyższa od 17 lat. – Zasada jest prosta – złoto tanieje, gdy na świecie nic się nie dzieje. I na odwrót – tłumaczy Piotr Kuczyński, analityk z Domu Maklerskiego WGI.

Polityka 2.2006 (2537) z dnia 14.01.2006; Gospodarka; s. 42
Reklama