Archiwum Polityki

Kometa w żelu

W najbliższych dniach będziemy świadkami dwóch ważnych wydarzeń – z kosmosu wraca ziemski posłaniec z cennym ładunkiem na pokładzie, inna sonda szykuje się zaś do startu na peryferie Układu Słonecznego. Czego możemy się spodziewać po tych wyprawach?

Z prochu powstałeś... Być może biblijna maksyma najlepiej streszcza współczesną naukę o narodzinach Układu Słonecznego i powstaniu życia na Ziemi. Kiedy około 5 mld lat temu w obłoku międzygwiazdowego gazu i pyłu zapaliło się Słońce, jego promienie oświetlały płaski dysk materii wirujący wokół centralnej gwiazdy. W ciągu setek milionów lat z tego dysku wykształciły się planety z księżycami, planetoidy i komety. Tyle teoria. A jak było naprawdę? Za kilka dni mamy otrzymać klucz do tej zagadki.

15 stycznia, po prawie siedmioletniej misji, na Ziemię powróci próbnik Stardust. Na pokładzie niesie wyjątkowy ładunek – materię komety Wild 2. – Uczeni są przekonani, że jądra kometarne zachowały materię z początków formowania się naszego układu planetarnego – wyjaśnia Jerzy Rafalski, astronom z Planetarium w Toruniu. – Na żadnej planecie nie znajdziemy pierwotnej substancji, gdyż duże ciała w swej ewolucji ulegały głębokim przeobrażeniom. Ich skalny budulec był wielokrotnie przetapiany wskutek procesów geologicznych i kosmicznych katastrof. Tylko w niewielkich ciałach Układu Słonecznego, takich jak komety – które nie mają gorącego wnętrza – materia mogła przetrwać w stanie nienaruszonym. Kiedy kometa zbliża się do Słońca, jej powierzchnia zaczyna sublimować odkrywając wnętrze. Pod ciśnieniem wiatru słonecznego z uwalnianego pyłu tworzy się otoczka, a następnie warkocz, którego długość może osiągać setki milionów kilometrów. Dzięki temu nie trzeba lądować na powierzchni, by pobrać próbki. Wystarczy przelecieć przez warkocz, przechwycić pyłową materię i dostarczyć ją na Ziemię. Zadanie to powierzono sondzie Stardust.

Polityka 2.2006 (2537) z dnia 14.01.2006; Nauka; s. 72
Reklama