Archiwum Polityki

Lepkie ręce poborcy

Słyszy się w Polsce opinie, że tak aferogennych czasów jak dzisiejsze nie było nigdy w historii. Nic bardziej błędnego: każda epoka ma takie afery, na jakie zasługuje. Dużo ich było w czasach saskich, nie brakowało w tak dziś życzliwie opisywanym dwudziestoleciu międzywojennym.

Za czasów staropolskich – jeszcze nim żarłoczni sąsiedzi podzielili się Rzeczpospolitą jak tłustym kąskiem – afery pieniężne goniły jedna drugą, a korupcja sięgnęła dna. Słabość polityczna kraju szła w parze z mizerią finansową rozkradanego skarbu państwa.

Do skarbony narodowej trafiała – co wynika z monumentalnego dzieła Tadeusza Korzona „Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta” – tylko co piąta złotówka z tych, które zasilić ją powinny. Zewsząd płynęły skargi na złą administrację skarbu; wówczas to – o czym pisze Henryk Schmitt w równie kompetentnej książce „Dzieje Polski XVIII i XIX wieku osnowane przeważnie na nie wydanych dotąd źródłach” – „krążyło po rękach obliczenie, że cło spławowe i lądowe w koronie czyniło co najmniej 1 028 666 złp.

Polityka 29.2005 (2513) z dnia 23.07.2005; Historia; s. 60