Archiwum Polityki

Trzy anioły stróże

Napisałem ten tekst jako zwykłe wspomnienie po latach, zachęcony lekturą kilku esbeckich teczek, jakie na mnie założono. Dowiedziałem się też, że nadano mi kryptonim Rosomak. Cudny – małe, agresywne, złośliwe bydlę. Dzisiaj postawiłbym wódkę esbekowi, który to wymyślił.

Jest taki obrazek, jak anioł stróż przeprowadza za rękę dziecko przez kładkę nad rwącym potokiem. Otóż nie dzieckiem, lecz 28-latkiem będąc, doświadczyłem pomocy trzech aniołów stróżów, a może jednego pod trzema przedstawieniami: Tadzia, złodzieja z Woli, lorda Jima z książki i wirusa żółtaczki, nie wiadomo skąd. Rok był 1968.

10 marca, tuż po szóstej rano, zapukano do drzwi naszego mieszkania w Ursusie. Dwa dni wcześniej milicja i „aktyw robotniczy” rozbili brutalnie wiec na Uniwersytecie Warszawskim, zaczynały się wydarzenia marcowe.

Polityka 32.2005 (2516) z dnia 13.08.2005; Społeczeństwo; s. 84
Reklama