Archiwum Polityki

Tylko jedno życie

Szpitalne życie neurochirurgów to nieduży pokój lekarski, dwie sale operacyjne i kilkanaście metrów korytarza łączącego te miejsca.

Zdarza się, że na ostrych dyżurach lekarze operują do rana. – Najgorzej jest, gdy kończę o trzeciej, kładę się o czwartej, a pół godziny później zrywa mnie telefon z izby przyjęć. Wtedy jestem w zupełnej rozsypce – wyznaje Piotr Komuński, neurochirurg z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 im. Norberta Barlickiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Żarówka w płaskiej lampce z napisem „Uwaga operacja!” nad drzwiami sali przepaliła się ze dwa lata temu.

Polityka 24.2007 (2608) z dnia 16.06.2007; Na własne oczy; s. 124
Reklama