Archiwum Polityki

Palma wybiła

Pomarańcze, cyprysy, bambusy i baobaby rosnące w sercu Warszawy, wędrujące lody i elektroszarańcza pasożytująca na klimatyzatorach – od ponad stu lat polscy pisarze snują fantazje pogodowe. Wariują od upałów?

Najstarszy znany mi opis futurystycznej Warszawy w powieści Włodzimierza Zagórskiego (1834–1902) „W XX wieku” z 1896 r. zaczyna się tak: „Działo się to w upalny dzień lipcowy roku 1993 i swoim zwyczajem uciekła była Warszawa z Warszawy. [...] Pusto więc było – o ile pusto może być w dwumilionowym mieście – a duszno było tak samo, jak i dziś – pomimo stuletniego postępu bowiem i licznych w tym kierunku dokonanych prób, nie zdołano bowiem jeszcze poprawić miejscowego klimatu tak dalece, by go uczynić znośnym w okresie letniej spieki”.

Polityka 32.2008 (2666) z dnia 09.08.2008; Kultura; s. 62
Reklama