Archiwum Polityki

Upadek herosa

Z zapowiedzi wynikało, że polityka i tematyka społeczna nie znajdą się w centrum uwagi weneckiego festiwalu. Stało się odwrotnie. Nawet nagrodzony Złotym Lwem dramat o karierze amerykańskiego zapaśnika „The Wrestler” Darrena Aronofsky’ego zaliczyć można do nurtu kina zaangażowanego.

39-letni Aronofsky wygrał zasłużenie, choć słychać było głosy, że wobec marnego poziomu tegorocznego konkursu zwycięzcą równie dobrze mógł zostać kto inny. „The Wrestler” pogodził wszystkich. Można powiedzieć przewrotnie, że była to najbardziej komercyjna propozycja spośród kina artystycznego zaprezentowana w Wenecji. Z gwiazdorską obsadą – naprawdę wielką rolą niewidzianego od dawna Mickeya Rourke, który wspaniale wcielił się w zawodowego kulturystę, dogorywającego na ringu, i Marisą Tomei jako jego muzą. Sam reżyser – absolwent uniwersytetu Harvarda – zdobył rozgłos w środowisku twórców niezależnych, był nagradzany na festiwalu w Sundance, jest autorem niezwykle śmiałych wizualnie i całkowicie zaprzeczających hollywoodzkim wzorcom filmów o ludzkiej wędrówce w dół. Na samo dno upokorzenia. Ku śmierci. I to połączenie komercji i artyzmu najwyraźniej zadziałało.

Kinomani doskonale znają twórczość Aronofsky’ego. Jego debiutanckie „Pi” sprzed 10 lat było eksperymentalnym obrazem, ilustrującym kolejne fazy rozpadu umysłu matematyka. Nominowane do Oscara „Requiem dla snu” opisywało dramatyczną ucieczkę w świat iluzji czwórki nałogowców. „Źródło” przedstawiało rozpisaną na tysiąc lat błędną odyseję w poszukiwaniu nieśmiertelności. „The Wrestler”, poświęcony sportowemu show, kojarzącemu się z najprymitywniejszym rodzajem jarmarcznej rozrywki, na pierwszy rzut oka nie pasuje do jego smutnych analiz destrukcyjnych skłonności człowieka. Ot, jeszcze jedna historyjka o niezbyt rozgarniętym atlecie, który robi karierę na ringu. Zyskuje sławę, a po 20 latach chałturzenia w najgłupszych zawodach orientuje się, że po drodze coś ważnego stracił. Chce odzyskać rodzinę. Mieszka w wynajmowanej przyczepie kempingowej.

Polityka 37.2008 (2671) z dnia 13.09.2008; Ludzie; s. 107
Reklama