Archiwum Polityki

Poeta szybkiego kina

Na nasze ekrany wchodzą dwa filmy Wonga Kar Waia: „Jagodowa miłość” i „Popioły czasu: Powrót”. Azjatycki reżyser uważany jest za największą nadzieję współczesnej kinematografii.

Urodzony w Szanghaju, wychowany w Hongkongu, Wong (51 lat) jest mistrzem intensywnego nastroju. Jak Jarmusch albo Lynch. Jego kameralne melodramaty, m.in. „Upadłe anioły”, „2046”, opowiadane są w tempie teledysków. Kluczowe sceny trwają w nich zaledwie kilka sekund. Pełno w tych filmach popkulturowych kodów, zachodniej muzyki, obsesyjnie powracających słów, przedmiotów-fetyszy, jaskrawych barw. Zwolnione ujęcia sąsiadują z dynamicznie montowanymi sekwencjami, sprawiając wrażenie niekontrolowanego chaosu. Pierwszoplanowe postaci potrafią nagle zniknąć. W połowie „Chungking Express” fabuła zaczyna się jakby od nowa, bez wyraźnego związku z dotychczasowym ciągiem wydarzeń. Co gorsza, z nowymi aktorami bliźniaczo podobnymi do tych, którzy grali wcześniej. Oczywiście cała ta manifestacyjnie nonszalancka, niedbała forma jest głęboko przemyślana. Autora słusznie nazywa się dzieckiem epoki MTV. Poetą montażu, szybkiego kina. I porównuje do Jeana Luca Godarda, z równą dezynwolturą poczynającego sobie pół wieku temu z konwencjonalną narracją. W przeciwieństwie jednak do ojca francuskiej awangardy, celem Wonga nie jest budzenie kontrowersji, wywoływanie politycznego skandalu, straszenie rewolucją ani nawet metarefleksja na temat języka kina. Wirtuozeria w posługiwaniu się nowoczesnymi środkami wyrazu ma mu umożliwić inne, dogłębne spojrzenie na rzeczywistość. Nie tę zewnętrzną, tylko podświadomą, subiektywną, tworzoną przez pozbawionych korzeni, pilnie skrywających swoje tajemnice bohaterów.

Ich postępowanie jest zagadkowe. Niby podążają za głosem serca, z drugiej strony robią wszystko, by siebie zniszczyć, zagłuszyć to, co w nich dobre. Są jak nomadzi.

Polityka 6.2009 (2691) z dnia 07.02.2009; Kultura; s. 58
Reklama