Archiwum Polityki

Wygnany z raju

Bernhard Kohl, 26-letni kolarz austriacki, był idolem. Wygrał klasyfikację górską Tour de France i zajął trzecie miejsce w wyścigu. Przeszedł też bez problemu testy antydopingowe. Euforia trwała trzy miesiące.

Kohl odniósł ogromny sukces, bo Tour de France to najważniejszy wyścig kolarski i żadnemu austriackiemu kolarzowi nie udało się przedtem stanąć na podium.

W dodatku nieznany szerzej przed wyścigiem Kohl stał się symbolem walecznego sportowca, który potrafi zwyciężać bez dopingu. Wszystkie testy antydopingowe, jakie przechodził podczas TdF, dawały negatywny rezultat. Kohl był czysty! Premier Dolnej Austrii Erwin Proll przyjął Kohla na specjalnej audiencji i zapowiedział powołanie Akademii Kolarskiej, która będzie szkolić przyszłych mistrzów. Kohl był zawodnikiem niemieckiej ekipy Gerolsteiner, ale natychmiast podpisał nowy kontrakt z belgijską grupą zawodową Silence-Lotto, która zaproponowała mu 3,5 mln euro za występowanie przez 3 lata w jej barwach. Kohl czuł się jak w raju. Krótko...

W połowie października cała sława rozsypała się w proch.

Z Paryża nadeszła wiadomość, że Francuska Agencja Antydopingowa (AFLD) wykryła doping we krwi czterech kolarzy, którzy startowali w TdF i poprzednio byli czyści.

W tym również u Kohla! Przez 2 dni Kohl zaprzeczał i przysięgał, że nie brał żadnych środków dopingujących. Fakty były jednak niezaprzeczalne. Kohl załamał się i na konferencji prasowej z płaczem przyznał, że sięgnął po doping, gdyż przed startem chorował i był bez formy. Podsunięto mu nowy, niestosowany dotąd potęgujący siłę środek CERA (Continuos Erythropoiesis Receptor Activator) z absolutnym zapewnieniem, że jest niewykrywalny! Przyłapanie bohatera Tour było szokiem dla całego kraju. Austria straciła idola!

Francja po kilku skandalicznych aferach dopingowych, które kompromitowały tę sztandarową imprezę sportową, znacznie zaostrzyła przepisy.

Polityka 48.2008 (2682) z dnia 29.11.2008; Świat; s. 93
Reklama