Archiwum Polityki

Matka Niemka

Blisko 90 proc. niemieckich matek po urodzeniu dziecka zostaje w domu. Dlaczego? Kobiety, które decydują się na powrót do pracy i zatrudnienie opiekunki, oskarżane są o brak uczuć

Późna jesień, szósta rano. Gerlinde nie czeka na sygnał budzika, zawsze budzi się nieco wcześniej i przebiega w myślach litanię spraw do załatwienia. Wyprowadzenie psa, szybkie śniadanie z mężem, wyszykowanie do wyjścia 5-letniego Stefena i 3-letniej Liny, wypełniają pierwsze półtorej godziny dnia. Tyle samo pochłania jazda z dziećmi do opiekunki Niny, krótka z nią rozmowa i jazda do pracy. Gerlinde spędzi w niej 4 godziny, wbijając dane do komputera. Trzynasta na zegarze jest granicą dnia – po południu czas leci wolniej, ale również według przećwiczonego schematu. Do domu wraca z dziećmi i zamienia się w przykładną panią domu: załatwia urzędowe sprawy rodziny, pilnuje terminów badań lekarskich, spotyka się z zaprzyjaźnionymi matkami z sąsiedztwa, które jednak nie żyją tak jak ona z zegarkiem w ręku, tylko celebrują swoje macierzyństwo w domowym zaciszu. Około 19.00 wraca z pracy mąż Gerlinde.

Do południa wojowniczka, po południu anioł, wieczorami kurtyzana.

Tak w swojej książce „Zasada Arki Noego” pisała, nie bez ironii, o pracujących matkach Eva Herman, popularna prezenterka telewizyjna zatrudniona do niedawna w niemieckiej telewizji publicznej. „Problem jednak w tym – wywodzi autorka – że zaganiane i zdeterminowane kobiety nie są w stanie podołać tym ambitnym zadaniom. Skutki pracy na trzech etatach są zgoła opłakane (...). Kobiety, które przed niemal półwieczem poszły za głosem emancypantek i przystąpiły do zawodowej rywalizacji z mężczyznami, są u kresu sił. Obciążone nieustającymi zadaniami i oczekiwaniami, nierzadko mają myśli samobójcze” – wylicza Herman. Opis degrengolady uzupełniają wyrzuty sumienia w stosunku do własnych, zaniedbanych i rozwydrzonych dzieci.

Polityka 4.2008 (2638) z dnia 26.01.2008; Świat; s. 66
Reklama