Archiwum Polityki

Prąd to zdrowie

W naszym organizmie działa skomplikowany system przekazywania impulsów elektrycznych. Coraz więcej terapii polega na tym, że potrafimy weń skutecznie ingerować.

Technika to nie tylko iPhony i promy kosmiczne, to także urządzenia wszczepiane do organizmu, które leczą lub wspomagają pracę uszkodzonych narządów. – Te wszyte pod skórę kombajny terapeutyczne są coraz mniejsze i coraz więcej potrafią – nie kryje podziwu dr Stefan Karczmarewicz, adiunkt Kliniki Kardiologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Wszczepia stymulatory i defibrylatory serca od kilkunastu lat, a od niedawna jest ekspertem polskiego oddziału firmy Medtronic, producenta tego typu urządzeń, znajdujących zastosowanie w kardiologii, neurologii, ortopedii, urologii, a nawet w kuracjach przewlekłego bólu.

Ta lista i tak nie wyczerpuje wszystkich dziedzin medycyny, próbujących zaprzęgać wyrafinowaną elektronikę tam, gdzie można poprawić jakość życia albo wręcz zastąpić niesprawne narządy lub zmysły. Laryngolodzy z powodzeniem przywracają słuch dzięki implantom ślimakowym, okuliści eksperymentują z biogenicznym okiem, umożliwiającym niewidomym odzyskanie wzroku, a implanty mózgowo-rdzeniowe mają dopomóc sparaliżowanym w kierowaniu komputerem za pomocą myśli. Aż trudno uwierzyć, że niegdyś kpiono z dzieła „Człowiek maszyna” francuskiego lekarza i filozofa Juliena de la Mettrie, który w 1748 r. porównywał serce, nerki i mózg do automatów, jakie można skonstruować w przydomowym warsztacie. Czyż nie miał odrobiny racji, gdy różnicę między ciałem żywym a martwym rozpatrywał tak, jakby chodziło o zepsuty zegarek?

Tryby i impulsy

Dziś prof. Mirosław Ząbek, kierownik Kliniki Neurochirurgii i Urazów Układu Nerwowego w Warszawie, nie widzi niczego złego w porównaniu go z zegarmistrzem: – Większość funkcji ośrodkowego układu nerwowego przebiega na zasadzie sprzężeń.

Polityka 35.2008 (2669) z dnia 30.08.2008; Nauka; s. 80
Reklama