Archiwum Polityki

Bronka i inne anarchistki

Na początku o pocztówce: starej, obowiązkowo w sepii, wyszperanej w antykwariacie. Byłyśmy z moją przyjaciółką we wczesnej klasie liceum, kiedy znalazłyśmy podniszczony obrazek dziewczyny o długich, falowanych włosach. Jej wzrok tajemniczy, jej czarna suknia przywołująca na myśl fin de sičcle. Do tego poza, w której stała modelka, była starannie wystudiowana. Nawet biust został uwydatniony dzięki temu, że ręce trzymała z tyłu, co usprawiedliwiały kajdany z łańcuchem widoczne na nadgarstkach. A zatem: aresztowana, na pewno niesprawiedliwie. Podpis pod wizerunkiem brzmiał „anarchistka”.

Wszystko jasne: dziewczyna z pewnością planowała zamach na cara czy jakiegoś marszałka, przemycając pod szeroką sukienką bomby, pistolety, sztylety i armaty. Musieli ją złapać i skuć kajdankami tuż przed planowaną akcją, ale na pewno nie w jej trakcie. Wskazuje na to nazbyt uładzony strój, który z pewnością pogniótłby się w czasie szamotaniny. Ach, uwolnijcie ją, ona niewinna, ona walczyła o sprawiedliwość. Piękna, kiczowata pocztówka z idealnie stereotypowym przedstawieniem namiętnej heroiny. Napisała o tym profesor Małgorzata Baranowska w książce „Posłaniec uczuć”, gdzie dzieli się z czytelnikami swoją pasją zbierania pocztówek. Przedstawiona osoba jest zagadkowa. Nawet jeśli prześledzimy jej wizerunek w kilku wersjach.

Bo cóż się okazało: anarchistek było więcej, każda z innym podpisem. Pani profesor udało się zebrać pięć, które nie różniły się niczym innym, tylko odcieniem reprodukcji. Dziewczyna była więc „uwięzioną przestępczynią” (zakliuczonnaja prestupnica). Nie wiemy tylko, z jakiego kraju pochodziła, jednak – jak pisze Baranowska – „tutaj kicz osiągnął taki stopień uogólnienia, który pasuje do wielu melodramatycznych sytuacji”, w tym do różnych regionów politycznych.

Polityka 21.2009 (2706) z dnia 23.05.2009; Kultura; s. 65
Reklama