Archiwum Polityki

Wojna nerdów

W hollywoodzkich filmach współczesne wojny prowadzą ze sobą roboty, jednak na prawdziwych polach bitew wciąż walczy człowiek. Ale technologiczna rewolucja, widoczna już w Iraku i Afganistanie,

Przez tysiąclecia udział w wojnie traktowany był jako źródło społecznego prestiżu i próba męskiego charakteru. Bohaterska śmierć na polu bitwy traci jednak wiele ze swego splendoru, kiedy żołnierz coraz rzadziej ma sposobność stanąć twarzą w twarz z przeciwnikiem. Aby zlokalizować wroga, nie trzeba dziś wysyłać w niebezpieczną misję zwiadowcy – wystarczy wysłać elektroniczne oko i wprowadzić do systemu sterowania inteligentnej broni jego współrzędne geograficzne. Współczesna wojna staje się zmaganiem konkurujących ze sobą technologii, a w tej dziedzinie przodują Amerykanie.

Słynny Predator (Drapieżnik), który, co prawda, nie jest robotem, lecz bezzałogowym zdalnie sterowanym samolotem, od 1995 r. uczestniczył w akcjach bojowych w Afganistanie, Pakistanie, Bośni, Serbii, Iraku i Jemenie. Początkowo pełnił jedynie funkcje zwiadowcze, lecz na początku 2001 r. wyposażony został w dwie rakiety Hellfire, za pomocą których w listopadzie 2002 r. CIA w czasie rajdu w Jemenie zabiła sześciu domniemanych członków Al-Kaidy. 8 lipca br. rakiety odpalone z samolotu bezzałogowego zabiły w Pakistanie 25 talibów, kilka dni wcześniej – 14. W ostatnich latach Predatory i ich nowy wariant zwany Reaper (Żniwiarz) ok. 300 razy atakowały cele w Iraku i Afganistanie. Amerykańskie Siły Powietrzne operują dziś flotą 195 Predatorów i 28 Reaperów. Każdy samolot kosztuje ok. 4,5 mln dol. Operacyjne systemy, w jakich działają, składają się z czterech współdziałających Predatorów sterowanych z bazy Air Force w Creech, w stanie Nevada, przez zespół 55 ludzi.

Trutnie i kruki

Predator i Reaper nie są jednak jedynymi trutniami (tak Amerykanie nazywają swe bezzałogowe samoloty) w Iraku i Afganistanie.

Polityka 32.2009 (2717) z dnia 08.08.2009; Nauka; s. 62
Reklama