Archiwum Polityki

Rękopisy może i nie płoną

Na moim biurku, obok rozmaitych papierów i fotografii, lampy z zielonym kloszem, zdjęć rodziny i przyjaciół, durnostojek i cukierniczki (jeśli w środku zimy, w śnieżnej zamieci i trzaskającym mrozie wychodzę po północy do sklepu nocnego, to z pewnością idę właśnie po cukier do herbaty, bo bez cukru herbaty po prostu nie wypiję, a bez herbaty pisać się nie da), stoi przybornik: dwa naczynka, zanurzone w plątaninie gałązek i zwierząt, wyciętych sto lat temu w miękkim kamieniu przez chińskiego rzemieślnika.

Polityka 35.2009 (2720) z dnia 29.08.2009; Kultura; s. 50