Ja My Oni

Czy ty czujesz, co ja czuję

Czy ty czujesz, co ja czuję? Związek się bez tego nie obejdzie

Mario Purisic / Unsplash
Dr Magdalena Śmieja o tym, jaki wpływ na bliskie związki ma wzajemne zrozumienie emocji partnerów.
Dr Magdalena ŚmiejaLeszek Zych/Polityka Dr Magdalena Śmieja
materiały prasowe

TERESA OLSZAK: – O inteligencji emocjonalnej stało się szczególnie głośno w latach 90. głównie za sprawą Daniela Golemana, który dodał do koncepcji teoretycznej praktyczne zalecenia, twierdząc, że rozwijanie jej służy sukcesom na wielu polach, w tym życiu osobistym człowieka. Na ile te poglądy przetrwały próbę czasu?
MAGDALENA ŚMIEJA: – Nie przetrwały. Goleman bardzo skutecznie spopularyzował inteligencję emocjonalną, ale od początku jego podejście nie opierało się na wynikach rzetelnych badań, a raczej na myśleniu życzeniowym. Wiele spośród jego tez opisujących inteligencję emocjonalną jako panaceum na wszelkie bolączki i problemy życiowe okazało się na wyrost – badania nie potwierdziły tak olbrzymiego pozytywnego jej wpływu na wszelkie sfery życia.

Gdzie popełniono błąd?
Większość badań i analiz powstała w tym czasie na potrzeby praktyków, którzy chcieli wykorzystać inteligencję emocjonalną w zarządzaniu, edukacji czy terapii, więc od ich autorów oczekiwano raczej spektakularnych efektów niż rzetelności naukowej.

Czy to oznacza, że koncepcja inteligencji emocjonalnej jest bezużyteczna?
To z kolei byłoby zbyt daleko idące stwierdzenie. W ujęciu Petera Saloveya z Uniwersytetu Yale i Johna Mayera z Uniwersytetu w New Hampshire inteligencja emocjonalna rozumiana jest jako grupa zdolności ułatwiająca trafne rozpoznawanie, rozumienie i regulowanie emocji. Badania pokazują, że wyższy poziom tych zdolności emocjonalnych przekłada się na lepsze funkcjonowanie w życiu, choć nie tak znacząco, jak opisywał to Goleman.

A co z inteligencją ogólną, której raczej Goleman nie doceniał w kontekście inteligencji emocjonalnej?
Badania pokazują, że wpływ inteligencji ogólnej jako predyktora sukcesów życiowych jest niepodważalny. I większy niż wpływ inteligencji emocjonalnej. Ale choć, zdaniem zwolenników tak zwanych modeli mieszanych, w tym Golemana, inteligencja emocjonalna nie ma właściwości inteligencji ogólnej, bo doświadczenie emocjonalne jest subiektywne i jego trafność nie może być przedmiotem oceny przez innych, w istocie obie inteligencje są ze sobą skorelowane, więc rzadko się zdarza, aby ktoś posiadał bardzo wysoki poziom tylko jednej z nich.

Niespełnialne marzenie: gwarancja szczęścia

Dla większości ludzi związek z osobą rozumiejącą emocje wydaje się spełnieniem oczekiwań, czym zatem dla pary jest inteligencja emocjonalna?
Może być narzędziem pomagającym zrozumieć partnera i zbudować głębszą relację, ale nie gwarantuje zadowolenia z tej relacji. Osoba świadoma tego, jak przebiegają procesy emocjonalne partnera, może wykorzystywać swoją wiedzę zarówno do celów służących związkowi, jak i takich, które relację lub partnera niszczą. Można lepiej zrozumieć i efektywniej wspierać bliską osobę, ale również łatwiej i głębiej ją zranić. Skuteczniej pocieszyć lub rozbawić, ale także sprowokować lub wykorzystać.

Jeśli dobrze rozumiemy własne emocje, możemy powstrzymać „przelanie” ich na partnera, który nie jest ich źródłem, na przykład kiedy wracamy z pracy po konfliktowej sytuacji z szefem i każda uwaga ze strony bliskiej osoby niezmiernie nas irytuje. Mając świadomość tego, kto rzeczywiście spowodował naszą złość, możemy nad tym uczuciem lepiej zapanować.

Inteligencja emocjonalna może potencjalnie polepszać związek i podnieść zadowolenie z niego, ale nie jest determinantą dobrej relacji i nie zawsze sprawia, że ludzie są szczęśliwsi. Kluczową kwestią jest cel, jaki stawia sobie jednostka.

Czy ludzie świadomie analizują inteligencję emocjonalną swojego partnera?
Myślę, że analizują, chociaż zapewne nie używają terminu „inteligencja emocjonalna”. Na pewno częściej robią to ludzie, którym niski poziom inteligencji emocjonalnej partnera doskwiera w codziennym życiu. Ci, którzy mają wrażenie, że bliska osoba źle odczytuje ich nastroje, nie dostrzega lub nie rozumie ich emocji. Takie deficyty mogą być źródłem konfliktów w związku, więc ludzie myślą: co jest nie tak? Dlaczego on lub ona nic nie rozumie? Nie potrafi czy nie chce zobaczyć, co ja czuję?

Moje badania wielokrotnie pokazały, że poziom inteligencji emocjonalnej nie wiąże się na przykład z tendencją do idealizowania bliskich osób. Ludzie inteligentni emocjonalnie potrafią być krytyczni wobec swojego partnera i równie mocno przeżywają rozczarowanie nim, gdy okazuje się, że nie sprostał oczekiwaniom. To rozczarowanie obniża satysfakcję ze związku wszystkim, bez względu na to, jaki poziom zdolności emocjonalnych reprezentują. Co ciekawe, osoby o wysokiej inteligencji emocjonalnej, w porównaniu z mniej inteligentnymi emocjonalnie, kiedy już uznają, że partner nie sprostał oczekiwaniom, są w związek mniej zaangażowane. Nie chcą podtrzymywać relacji za cenę poświęcenia własnych potrzeb.

Może jest to jeden z powodów rosnącej liczby singli?
Wydaje mi się, że można być singlem zarówno z powodu bardzo wysokiej, jak i bardzo niskiej inteligencji emocjonalnej. Głęboka świadomość własnych emocji może powstrzymywać przed próbami wejścia w związki, które mogłyby nie spełniać ważnych potrzeb. Jeżeli kobieta wie, że potrzebuje na co dzień emocjonalnej bliskości partnera, to nie zwiąże się z kimś, kto jest do takich bliższych kontaktów niezdolny. Krąg potencjalnych kandydatów się zawęża. Bardzo niska inteligencja emocjonalna może z kolei utrudniać nawiązywanie relacji. W fazie flirtu, poznawania się, trafne rozpoznawanie uczuć drugiej osoby może być bardzo przydatne, bo pomaga w dostrojeniu się na poziomie odczuwanych emocji i stylu komunikacji. A taka synchronizacja podnosi atrakcyjność kontaktu.

Silne kryterium: by nie był emocjonalnym analfabetą

Czy badania potwierdzają potoczne przekonanie, że kobiety bardziej niż mężczyźni koncentrują się na własnych i partnera emocjach?
Moje badania pokazały, że inteligencja emocjonalna znajduje się na szczycie listy pożądanych cech przyszłego partnera, ale kobiety przykładają do niej szczególnie dużą wagę.

Kobiety i mężczyźni za najcenniejszą cechę bliskiej osoby uznają bycie „godnym zaufania”, a na drugim miejscu widzą inteligencję ogólną. Inteligencja emocjonalna znajduje się na trzecim miejscu w rankingu kobiet i na piątym w rankingu mężczyzn.

Skąd taka różnica?
Z perspektywy psychologii ewolucyjnej dla kobiet, które inwestują więcej zasobów w wydanie na świat potomstwa i opiekę nad nim, znalezienie odpowiedniego partnera jest szczególnie ważne. Nie powinny ryzykować. Inteligentny emocjonalnie mężczyzna jest lepszym kandydatem do stworzenia długoterminowego związku i wychowywania dzieci niż emocjonalny analfabeta, ponieważ daje poczucie bezpieczeństwa i służy pomocą w opiece nad potomstwem. Pozaewolucyjne wyjaśnienie może być takie, że kobiety bardziej niż mężczyźni cenią sobie bliskość emocjonalną, więc szukają bliskiej osoby, z którą w tej sferze nawiążą lepszy kontakt.

Czyli partnerzy dobierają się na zasadzie podobieństw w tym względzie?
Tak, ale ponieważ nie mamy w zwyczaju przynoszenia na pierwsze randki testów i kwestionariuszy, aby dokonać takiego dopasowania, musimy samodzielnie zdiagnozować poziom inteligencji emocjonalnej – swojej i potencjalnego partnera. To jest niezwykle trudne, ponieważ w codziennym życiu rzadko dostajemy informacje zwrotne na temat tego, jak sobie w tej sferze radzimy. Egzaminy i oceny szkolne dają nam jakieś pojęcie na temat poziomu IQ, liczba znajomych na Facebooku sygnalizuje poziom ekstrawersji, liczba zaproszeń na randki określa w przybliżeniu poziom atrakcyjności fizycznej, ale bardzo rzadko ktoś nam mówi: „źle odczytujesz swoje emocje” albo „nie rozumiesz moich!”.

Brak nam feedbacku z otoczenia?
Tak, brak rzetelnych informacji zwrotnych sprawia, że wydanie trafnej opinii o sobie jest prawdziwym wyzwaniem. W efekcie podstawą ocen i oczekiwań wobec potencjalnego partnera jest niezweryfikowana obiektywnie samoocena. Im wyżej ktoś ocenia swoją inteligencję emocjonalną, tym więcej oczekuje jej od partnera, im jest skromniejszy – tym niższe ma w tej sferze wymagania. Moje badania pokazują, że wyższego poziomu inteligencji emocjonalnej oczekują zatem od partnera ci, którym się wydaje, że są bardzo inteligentni emocjonalnie, a nie ci, którzy rzeczywiście dobrze wypadają w odpowiednich testach.

Chyba nie do końca człowiek jest świadomy siebie…?
Tak, chociaż paradoksalnie ludzie, nie będąc świadomi swoich zasobów, dobierają się jednak w pary z osobami o podobnych zdolnościach emocjonalnych, a podstawą tego dopasowania są rzeczywiste zdolności, a nie samoocena. Badania, które przeprowadziliśmy z Maciejem Stolarskim na prawie czterystu heteroseksualnych parach, pokazały istotną korelację poziomu inteligencji emocjonalnej w parach ludzi o różnym wieku i stażu związku. Ponieważ podobieństwo w tej sferze nie zwiększa się z czasem trwania związku, możemy podejrzewać, że źródłem tego efektu są mechanizmy doboru, a nie dopasowywania się. Niestety nie ma jeszcze tego typu badań dotyczących par jednopłciowych.

A co z tymi, którzy dobierają się na zasadzie odmienności, zgodnie z potoczną mądrością, że przeciwieństwa się przyciągają?
Ludzie rzadko tak się dobierają, zdecydowanie częściej chcą tworzyć pary z osobami podobnymi. Kontakty z podobnymi partnerami są zazwyczaj mniej konfliktowe, ponieważ łatwiej nam wybrać wspólne aktywności i zrozumieć wzajemnie swoje potrzeby. Osoby podobne do nas wydają się atrakcyjniejsze, bo potwierdzają nasze pozytywne mniemanie o sobie.

Działa tu również zasada „rynku matrymonialnego”, na którym trzeba brać pod uwagę dwa elementy: pulę dostępnych kandydatów oraz własną atrakcyjność jako potencjalnego kandydata. Zazwyczaj „kupujemy” to, na co nas stać, czyli osoby o podobnej „wartości rynkowej”. Nie zawieramy związków z przystojnymi laureatami Nagrody Nobla o gołębim sercu nie dlatego, że nam się nie podobają, ale ponieważ jest ich na rynku matrymonialnym niewielu i wiemy, że nie możemy im zaoferować w zamian podobnych atrakcji. W efekcie tworzymy pary z osobami podobnymi.

Poważne różnice: mimika i słownik

Czy są różnice między kobietami a mężczyznami w rozpoznawaniu i rozumieniu emocji?
Tak, wyniki wielu badań wskazują, że kobiety trafniej od mężczyzn interpretują mimikę i wskazówki niewerbalne, mają większą świadomość emocji, silniej niż mężczyźni je odczuwają, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, a także bardziej umiejętnie je wyrażają. Dowiedziono, że kobiety mają bogatszy słownik opisujący emocje i lepiej zapamiętują informacje o treści afektywnej, a poza tym są bardziej wrażliwe na uczucia innych ludzi.

Z czego to wynika?
Psychologowie ewolucyjni twierdzą, że kobiety wykształciły w toku ewolucji zdolności rozpoznawania, rozumienia i regulowania emocji, ponieważ ich posiadanie zwiększało szanse na przeżycie i prawidłowy rozwój potomstwa. Niektórzy uczeni, na przykład Simon BaronCohen, profesor Uniwersytetu w Cambridge, twierdzą, iż w rezultacie tego przystosowania pewne obszary mózgu związane z przetwarzaniem informacji emocjonalnych są u kobiet większe niż u mężczyzn i wykazują odmienną aktywność w czasie przetwarzania informacji o emocjach. Z perspektywy społeczno-kulturowej warto zwrócić uwagę na odmienne style wychowywania dzieci różnej płci i wciąż pokutujące stereotypy nakazujące chłopcom ukrywanie takich emocji, jak smutek, strach czy wstyd, albo zabraniające dziewczynkom okazywania złości.

Jednak współcześnie dziewczynki nie chcą już być grzeczne, a chłopcy delikatnieją, ale czy to idzie w dobrym kierunku?
Moim zdaniem zdecydowanie tak. Tłumienie przeżywania niektórych emocji albo nieokazywanie ich z powodu przyjmowania stereotypowych ról płciowych nie jest dobrą strategią. Dziewczynki mają prawo się złościć, a chłopcy – płakać. Życie stawia ich w różnych sytuacjach, wyzwala emocje, które trzeba przyjąć i zrozumieć, a nie udawać, że ich nie ma, bo „nie wypada”.

Różnice między dziewczynkami i chłopcami na przestrzeni całego życia pogłębiają się?
Tak, w badaniach opartych na testach zdolności kobiety systematycznie osiągają wyższe wyniki niż mężczyźni. Ale choć inteligencja emocjonalna mężczyzn jest średnio niższa niż kobiet, więcej jest wśród nich osób z bardzo niską lub bardzo wysoką inteligencją emocjonalną. Jak pokazały badania, które zrobiłam z Dorotą Kobylińską i Martą Mrozowicz, mężczyźni bardzo inteligentni emocjonalnie znacząco się różnią od nieinteligentnych emocjonalnie. Ci pierwsi stosują wyrafinowane strategie regulowania emocji, podczas gdy nieinteligentni najczęściej je tłumią. Niska inteligencja emocjonalna mężczyzny łączy się z różnymi negatywnymi aspektami ich funkcjonowania, od słabo rozwiniętych kompetencji społecznych, skłonności do tłumienia emocji i depresji, po nadużywanie alkoholu, narkotyków, zachowania chuligańskie czy przejawy psychopatii.

Dlaczego tak się dzieje?
Amerykański badacz inteligencji emocjonalnej Marc Brackett z Uniwersytetu Yale uważa, że istnieje pewien jej poziom, który pozwala na w miarę efektywne funkcjonowanie społeczne. Po przekroczeniu tego progu różnice dotyczące zdolności emocjonalnych nie wpływają już znacząco na zachowania. Ponieważ mężczyźni częściej niż kobiety nie przekraczają tego progu, ich deficyty przekładają się na problematyczne zachowania społeczne.

Czy kobiety zdają sobie sprawę ze swojej przewagi?
Wprost przeciwnie, mimo posiadania rozwiniętych zdolności emocjonalnych kobiety są wobec siebie bardzo krytyczne. Kiedy w badaniu Bracketta proszono studentów, aby przed rozwiązaniem testu inteligencji emocjonalnej i po nim spróbowali oszacować swoje przyszłe wyniki, okazało się, że samoocena mężczyzn była istotnie wyższa niż samoocena kobiet. Przed testem studenci sądzili, że poradzą sobie w nim lepiej w porównaniu z tym, jak oceniały swoje szanse studentki, a po teście byli z siebie bardziej zadowoleni niż ich koleżanki. Jak się okazało, nie dość, że wyniki testu nie łączyły się w istotny sposób z przewidywaniami i samoocenami respondentów, to niedoceniające się kobiety uzyskały wyższe rezultaty od mężczyzn.

Dlaczego więc kobiety nie doceniają swojej inteligencji emocjonalnej?
Powodem może być to, że kobiety są generalnie nadmiernie krytyczne wobec swoich możliwości, nie tylko zdolności emocjonalnych. Prawdopodobne wydaje się także, że na skutek socjalizacji oczekują od siebie w tej sferze więcej i odnoszą oceny do wyższych niż mężczyźni standardów.

Tymczasem ich inteligencja emocjonalna bardzo przydaje się w sytuacjach trudnych. Badania, które prowadziłam z Maciejem Stolarskim i Sławomirem Postkiem, pokazały, że na konflikty w związku inteligentne emocjonalnie kobiety reagują bardziej konstruktywnie niż te o niższym jej poziomie. Starają się zmierzyć z problemem, nie unikają go. Co ciekawe, z perspektywy kobiet inteligentni emocjonalnie mężczyźni zachowują się podobnie, chociaż oni sami się do tego nie przyznają.

Czy to znaczy, że kobietom bardziej zależy na związku?
To znaczy, że częściej starają się aktywnie nad nim pracować. Ale taka prozwiązkowa postawa inteligentnych emocjonalnie kobiet nie jest wieczna. W jednym z moich eksperymentów za sprawą pewnego zabiegu uczestnicy nabierali przekonania, że ich partner lub partnerka widzi w nich wiele wad. To niemiłe zaskoczenie różnie działało na ludzi. Inteligentne emocjonalnie studentki, które poczuły się zdewaluowane przez swojego chłopaka, zaczęły postrzegać innych mężczyzn jako bardziej atrakcyjnych i zadeklarowały chęć spotkania z nimi. Co zabawne, ten efekt nie pojawił się, kiedy były głodne, a więc kiedy ich zdolności regulowania emocji były słabsze.

Najgorszy wariant: czuły psychopata

Jest zapewne istotna różnica między emocjonalnym analfabetą a psychopatą, który doskonale rozpoznaje uczucia drugiej osoby i nimi gra. Kevin Dutton, doktor psychologii społecznej, w książce „Mądrość psychopatów” oddaje swoisty hołd psychopatom, uważając, że ta grupa ludzi to jednostki o wyjątkowej inteligencji – czy również inteligencji emocjonalnej?
Jest sporo badań opisujących relację poziomu psychopatii z inteligencją emocjonalną, ale ich wyniki na pierwszy rzut oka są ze sobą sprzeczne. Jedne pokazują, że osoby o wysokiej inteligencji emocjonalnej rzadziej przyjmują postawę antyspołeczną, czyli wykazują niższy poziom makiawelizmu i psychopatii, ale w innych ta relacja jest dodatnia. Ursa Nagler z Uniwersytetu w Innsbrucku ze współpracownikami zaobserwowała na przykład, że osoby o wyższym poziomie psychopatii posiadają rozwinięte umiejętności emocjonalnej kontroli i wykorzystywania emocji do manipulowania ludźmi. Beata Pastwa-Wojciechowska z Uniwersytetu Gdańskiego, która badała polskich więźniów, stwierdziła, że ci posiadający osobowość psychopatyczną uzyskali więcej punktów w kwestionariuszu inteligencji emocjonalnej niż więźniowie nieujawniający cech psychopatycznych.

Obok badań przynoszących dowody na związek psychopatii z inteligencją emocjonalną najwięcej jest jednak takich, w których nie znaleziono żadnych istotnych statystycznie relacji między tymi zmiennymi.

Jak można to wytłumaczyć?
Powodów jest kilka. Wiele zależy od tego, jak definiowana i mierzona jest inteligencja emocjonalna. Jeżeli badacz jest zwolennikiem tzw. modeli mieszanych lub modelu cechy, to podobnie jak Goleman definiuje inteligencję emocjonalną szeroko. W zakres pojęcia wchodzą wtedy takie zalety, jak pewność siebie, odporność na stres, umiejętność wzbudzania zaufania, komunikatywność czy chęć nawiązywania współpracy. Autorzy modeli mieszanych najchętniej wykorzystują w badaniach kwestionariusze samoopisowe, co oznacza, że proszą ludzi, aby samodzielnie ocenili, w jakim stopniu posiadają podane cechy. Takie szerokie ujmowanie inteligencji emocjonalnej i opieranie się na samoocenie osób badanych powoduje, że wyniki kwestionariuszy nasycone są wpływem cech osobowości.

Co to oznacza w praktyce?
Że odkrywamy zależności dawno odkryte i oczywiste, czyli negatywny związek między prospołecznymi cechami osobowości (na przykład ugodowością) a antyspołecznymi cechami (na przykład psychopatią). Rola zdolności emocjonalnych jest w tym układzie mało istotna. Udowodnili to badacze, którzy wyłuskali z kwestionariuszy IE pytania mierzące optymizm, pozytywne nastawienie do ludzi i chęć pomagania, pozostawiając wyłącznie te dotyczące zdolności emocjonalnych. Okazało się, że istotny ujemny związek z makiawelizmem czy psychopatią zniknął.

Jaki z tego wniosek?
Że to nie inteligencja emocjonalna, ale pewne cechy osobowości łączą się bezpośrednio z poziomem psychopatii.

Czy to znaczy, że inteligencja emocjonalna nie odgrywa znaczącej roli w kontekście psychopatii?
Zdolności emocjonalne, jak wykazał Stephane Cote i współpracownicy, istotnie wpływają na relację pomiędzy postawami moralnymi a działaniami na rzecz lub przeciwko innym ludziom. Im większą wiedzę na temat regulowania emocji ma człowiek, tym ściślejszy jest związek między jego postawą moralną a konkretnymi działaniami. Jeżeli osoba o wysokiej inteligencji emocjonalnej jest nastawiona prospołecznie, to będzie częściej i skuteczniej działać na rzecz innych osób; jeśli zaś jest z natury makiawelistyczna, to wiedza o emocjach pozwoli jej efektywniej realizować własne antyspołeczne cele.

Zatem inteligencja emocjonalna ma dwa oblicza?
Tak, jeśli ktoś jest inteligentny emocjonalnie i równocześnie nastawiony negatywnie do ludzi, może te zdolności wykorzystać, aby wbrew dobru innych osiągać własne cele. Inteligentny emocjonalnie psychopata jest groźniejszy niż taki, który nie widzi i nie rozumie uczuć innych ludzi.

Robert Cialdini po sukcesie swojej książki „Wywieranie wpływu na ludzi”, w której pisał o regule wzajemności czy technice „stopy w drzwiach”, stwierdził, że gdyby wiedział, jakie szkody przyniesie manipulacja innymi, wstrzymałby się przed jej spopularyzowaniem. Czy to samo można odnieść do inteligencji emocjonalnej?
Nie wydaje mi się, aby skutki popularyzacji tych pojęć były podobne. Rozwijając inteligencję emocjonalną, zdobywamy narzędzie do rozumienia siebie i innych. Pewna grupa ludzi może wykorzystać tę wiedzę w niecnych celach, ale wierzę, że znacząca większość zrobi z niej dobry użytek. Rzetelnie prowadzone treningi w szkołach pomagają uczniom i nauczycielom w kształtowaniu lepszych relacji społecznych, uczeniu się i podejmowaniu decyzji. W USA programy tego typu są bardzo popularne, menedżerom pomagają w lepszym zarządzaniu, a pracownikom w planowaniu swoich karier. Szkody wynikające z popularyzacji wiążą się więc raczej z rozczarowaniem tych, którzy uwierzyli, że IE będzie panaceum na wszelkie bolączki, niż z realnym zagrożeniem wykorzystania tych zdolności w celach antyspołecznych.

Największa korzyść: czytelniejszy świat

Jak zatem rozwinąć własną inteligencję emocjonalną?
Najlepiej najpierw zastanowić się, z czym mamy problem. Czy dobrze rozpoznaję własne emocje, ale nie potrafię trafnie ocenić, co czują inni? Czy nie umiem regulować swojego nastroju? Ponieważ zdolności emocjonalne mają strukturę hierarchiczną, tzn. te bardziej wyrafinowane opierają się na podstawowych, trzeba wówczas sięgnąć tak nisko, jak to jest potrzebne. Dla niektórych to będzie poziom podstawowy – czyli rozpoznawanie własnych reakcji fizjologicznych, zrozumienie ich źródeł i skutków. Dla innych, którzy własne emocje znają dobrze, rozwijanie inteligencji emocjonalnej może polegać na poszerzeniu rozumienia emocjonalnego znaczenia sytuacji i zachowań ludzi, wzbogaceniu słownika emocjonalnego, a co za tym idzie – reprezentacji różnych subtelnych odcieni emocji.

Bardzo ważna jest otwartość na wszelkie uczucia, na te pozytywne i te nazywane negatywnymi, które również są potrzebne, bo niosą ze sobą ważne informacje, na przykład smutek o stracie, a złość o tym, że ktoś przekroczył nasze granice. Inteligencja emocjonalna, podobnie jak inteligencja ogólna, pozwala lepiej dostosować się do środowiska. Choć nie wydaje się niezbędna, gdy codzienne wydarzenia przebiegają utartym torem, w sytuacjach trudnych daje człowiekowi większe możliwości adaptacyjne, a więc szansę na rozwiązanie problemu.

Czyli jednak warto być inteligentnym emocjonalnie?
Tak, trafna percepcja emocji poszerza wiedzę o świecie, a przede wszystkim o otaczających nas ludziach. Czasem ta wiedza może być raniąca, ale w większości przypadków pozwala lepiej zrozumieć sytuacje społeczne i relacje. Wysoka inteligencja emocjonalna nie uodparnia na negatywne emocje, ale może ułatwiać radzenie sobie z nimi. Nie impregnuje na niezadowolenie ze związku i partnera, ale pozwala wcześniej zareagować na niepokojące sygnały. Bycie inteligentnym emocjonalnie nie czyni nas zatem szczęśliwszymi i nie podnosi zadowolenia naszych bliskich, ale daje nam możliwość świadomego kształtowania swojego życia i związków.

ROZMAWIAŁA TERESA OLSZAK

***

Rozmówczyni jest adiunktem w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmuje się psychologią bliskich związków, szczególnie z perspektywy poznania społecznego. Prowadziła badania nad inteligencją emocjonalną, definiowaną jako zbiór zdolności służących do trafnego rozpoznawania, rozumienia i regulowania emocji. Własne badania łączące oba obszary zainteresowań naukowych opisała w książce „W związku z inteligencją emocjonalną: rola inteligencji emocjonalnej w relacjach społecznych i związkach intymnych” (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego).

Ja My Oni „Inteligencja” (100147) z dnia 13.05.2019; O inteligencji emocjonalnej; s. 42
Oryginalny tytuł tekstu: "Czy ty czujesz, co ja czuję"
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną